Pierwszy dzień Europejskiego Festiwalu Tańca Współczesnego w Krakowie zadziwił wszystkich. Publiczność obejrzała dwa spektakle zadając sobie pytanie - czy to bardziej taniec, czy to teatr, gdzie ruch odgrywa znaczenie pierwszoplanowe.
Carmen Cotofana przedstawiła monodram w choreografii Vavy Stefanescu. Rumuńskie artystki zafascynowały medialne formy komunikacji, które w dialogu z żywą postacią tancerki omotaną siecią bardziej i mniej przydatnych rzeczy jawią się jako wtórne i bardziej odległe niż niezdarne, ale pełne autentycznej energii zmagania bohaterki z własnym ciałem. Jeśli wśród publiczności panuje taka cisza i takie skupienie, jakie towarzyszyło temu spektaklowi, oznacza to, że artysta potrafił przekazać osobiste, emocjonalne przeżycia - powiedziała po spektaklu Katarzyna Kulczenty. Całkowicie odmienne emocje towarzyszyły występowi grupy Farida Faruza [na zdjęciu]. Kolorowy, oniryczny spektakl ocierający się o czarną magię tak zafascynował publiczność, iż jedna z osób postanowiła wejść na scenę i zadać choreografowi parę pytań. Ten nieoczekiwany dialog zaskoczył zarówno widzów jak i artystów. Kolejne emocje już we wtorek, o godz.