W czarnej minisukience, z ryzykownie wysokim rozcięciem, na szpilkach, które później będzie zrzucać z nóg (bo jak pląsać do słów "z biglem panowie, z biglem panie" na obcasach?) powitała publiczność teatru Groteska trzema najbardziej kojarzonymi z sobą piosenkami: "Intymny świat", "Mówiłam żartem" i "W siną dal".
Śpiewała szczęśliwa i wzruszona, co najbardziej uwidoczniło się w "Modlitwie" Okudżawy, bo też w ostatnich latach Iga Cembrzyńska niewiele ma możliwości spotkań z widzami; ciężka choroba męża przykuwa aktorkę do domu. Męża, Andrzeja Kondratiuka, przywoływała zarówno w kontekście jego oryginalnych, dziś nierzadko kultowych filmów (melodię z "Gwiezdnego pyłu" aktorka odgwizdała, imitując głos grającej piły), jak i piosenek z jego tekstami - "Listopadowy Albinioni", "Jutro będzie futro", "Jutro odpłynę białym okrętem", "Piosenka wesoła". A przyjmowana była bardzo ciepło. Czuło się, że na spotkanie przyszły osoby zafascynowane aktorką i jej twórczością. Rewanżowała się im śpiewem oraz zwierzeniami z młodości w Radomiu, gdzie uczyła się muzyki, a zapowiadała się na świetny sopran koloraturowy (- Pewnie bym nie została wielką śpiewaczką operową, bo mam głos trochę infantylny...); ze studiów w warszawskiej PWST, kiedy staw