Logo
Aktualności

Kraj. Wiktoria Gorodecka tańczy i śpiewa w nowym spektaklu Teatru Telewizji. Dziś premiera „Amerykańskiego przyjaciela”

19.10.2026, 08:45 Wersja do druku

Niedawno mogliśmy oglądać Wiktorię Gorodecką w „Królu Maciusiu Pierwszym”, a już wkrótce zobaczymy ją w kolejnym spektaklu Teatru Telewizji. W „Amerykańskim przyjacielu”, którego premiera już 19 października o 20.55 na antenie TVP1, aktorka wcieliła się w Olgę – żonę Siemiona Budionnego, jedyną kobietę w zdominowanym przez mężczyzn wojskowym sztabie. Tym razem Wiktoria Gorodecka nie tylko zagrała na największej scenie świata, ale również dała popis swoich wokalnych i tanecznych umiejętności.

fot. Arsen Petrovych/TVP

Dramat autorstwa Macieja Wojtyszki „Amerykański przyjaciel” to dająca do myślenia historia spotkania rosyjskiego pisarza żydowskiego pochodzenia, Isaaka Babla z Merianem Cooperem – amerykańskim generałem, służącym podczas wojny polsko-bolszewickiej w lotnictwie polskim, a po wojnie znanym hollywoodzkim scenarzystą, reżyserem i producentem. Cooper (w tej roli Bartosz Gelner) po zestrzeleniu samolotu przez bolszewików trafił do niewoli. Jedyną osobą w sztabie Budionnego znającą język angielski, był pełniący wówczas funkcję korespondenta wojennego Babel (w tej roli Marcin Czarnik). W trakcie przesłuchania między mężczyznami nawiązała się nić sympatii i szacunku: obaj byli erudytami, obaj cenili dobrą literaturę. Babel, z pomocą żony szefa sztabu, pięknej Olgi (w tej roli Wiktoria Gorodecka), pomógł Cooperowi w ucieczce. Po latach Cooper opisał swoje wspomnienia w książce, czym, całkiem nieświadomie, przyczynił się do wydania swoich wybawicieli i tym samym, de facto, skazał ich na śmierć.

Olga znalazła się w świecie, w którym obowiązywały zupełnie inne zasady niż te, które znała z domu. Otaczają ją mężczyźni przyzwyczajeni do wojny, przemocy i hierarchii. Musi być cały czas uważna, bo wie, że jej pozycja wynika w dużej mierze z tego, kim jest jej mąż. Jednocześnie nie chciałam grać jej jako kobiety bezradnej. Wręcz przeciwnie. Olga ma bardzo dużą świadomość swojej pozycji i potrafi z niej korzystać. Wie, kiedy milczeć, kiedy się uśmiechnąć, kiedy powiedzieć jedno zdanie, a kiedy nie powiedzieć nic. Jej siła nie polega na tym, że może stanąć obok tych mężczyzn i walczyć z nimi na ich zasadach. Jej siła polega na tym, że nauczyła się poruszać w ich świecie. Bardzo przejmujące jest dla mnie to, że nawet mając tę uprzywilejowaną pozycję, nie jest naprawdę wolna. Wręcz przeciwnie. Im wyżej znajduje się w tej hierarchii, tym więcej rzeczy musi ukrywać. Jej kobiecość jest jednocześnie jej siłą i jej przekleństwem. – podkreśla Wiktoria Gorodecka.

Myślę, że Olga rozpoznaje w Cooperze kogoś, kto jest jej bliski, zanim jeszcze właściwie zamieni z nim kilka słów. (…) Oboje funkcjonują w świecie, w którym nie mogą do końca powiedzieć, kim są. Oboje muszą uważać na każde słowo. To tworzy między nimi pewnego rodzaju ciche porozumienie. Coopera zaczyna postrzegać nie jako wroga, którego trzeba przesłuchać, ale jako człowieka. I chyba właśnie to jest dla niej najważniejsze. Olga próbuje zobaczyć w tym człowieku kogoś więcej. Wie też, że sama przekracza granicę, której przekroczenie może ją bardzo dużo kosztować. Robi to jednak dlatego, że w pewnym momencie nie chce już tylko przetrwać. Chce zrobić coś, co uważa za ludzkie. – przyznaje aktorka.

W „Amerykańskim przyjacielu” Wiktoria Gorodecka miała szansę nie tylko na stworzenie pełnokrwistej postaci i pokazanie swojego aktorskiego kunsztu, ale również – zaprezentowanie wokalnych i tanecznych umiejętności. I o ile to, że świetnie tańczy, aktorka udowodniła już niedawno w jednym z popularnych programów rozrywkowych, to o tym, jak śpiewa, wielu widzów nie miało okazji się wcześniej przekonać.

Bardzo się ucieszyłam, kiedy okazało się, że Olga będzie miała taką scenę. Ona przez większość spektaklu jest bardzo powściągliwa. Musi pilnować siebie, swoich słów i emocji. A tutaj nagle pojawia się zupełnie inna Olga. Możemy zobaczyć kobietę, która pamięta, kim była, zanim znalazła się w tym świecie. Ta scena była dla mnie ważna również dlatego, że nie chciałam, żeby była tylko efektownym przerywnikiem. Wolałam potraktować ją jako moment, w którym Olga na chwilę odzyskuje kawałek dawnego życia. Muzyka i taniec są dla niej czymś, co pochodzi z zupełnie innego świata niż wojskowy sztab. I właśnie przez to ta scena ma w sobie coś bardzo melancholijnego. – wyjaśnia Wiktoria Gorodecka.

Muzyka jest mi bardzo bliska. Śpiewanie zawsze było dla mnie czymś więcej niż tylko umiejętnością potrzebną w pracy. To jest zupełnie inny sposób przeżywania emocji. Kiedy śpiewamy, głos bardzo szybko zdradza rzeczy, które można jeszcze ukryć w słowach. Dlatego ta scena była dla mnie również ciekawym doświadczeniem aktorskim. Olga śpiewa i tańczy, ale przecież wcale nie jest wtedy beztroska. Właściwie jest odwrotnie. To chyba jeden z niewielu momentów, kiedy pozwala sobie pokazać coś z dawnej siebie. Muzyka staje się więc trochę jej językiem. Lubię też to, że widz może zobaczyć mnie w trochę innym wydaniu. Aktorstwo daje mi możliwość korzystania z różnych rzeczy, które przez lata gdzieś we mnie były. Czasem z tańca, czasem ze śpiewu, a czasem po prostu z doświadczeń, które przydają się w budowaniu postaci. – dodaje.

Premiera „Amerykańskiego przyjaciela” już 19 października o godz. 20.55 na antenie TVP1.

Mecenasem Teatru Telewizji jest Orlen S.A.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także