"Trojanie" w reż. Carlusa Padrissy w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w Warszawie. Pisze Michał B. Paradowski z Warsaw Insidera.
Opus magnum Berlioza zyskuje nową oprawę. Kataloński reżyser przenosi mitologiczny epos w bliżej nieokreśloną przyszłość, naznaczoną piętnem wojen i kataklizmów. Scenografia przechodzi od poprzecinanego zasiekami księżycowego krajobrazu po bitwie, przez wzbudzający pobłażliwy śmiech siermiężne industrialne instalacje jak z 'Seksmisji' i filmów science-fiction z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, po pejzaże marsjańskie i makroprojekcje niczym z 'Odysei kosmicznej' Kubricka czy 'Dnia Niepodległości' Emmericha. Sam osławiony koń trojański to złożona z lustrzanych wielokątów bryła na kształt gigantycznego origami. Po demontażu zewnętrznej atrapy oczom widzów ukazuje się wielkie metalowe jajo, z którego 'wykluwają' się achajscy najeźdźcy. Scena samobójstwa Trojanek nawiązuje z kolei do takich obrazów, jak 'Psychoza' Hitchcocka czy tandetny 'Lęk' Christophera Smitha. Futurystyczno-cybernetycznej koncepcji brakuje spójności. Elem