16.05.2011 Wersja do druku

Kościół, lewica, Moretti

- Znakomita jest scena spotkania Melville'a z psychoanalityczką. Ona nie wie, kim on jest, pyta o zawód. Melville-Piccoli po chwili namysłu odpowiada: jestem aktorem. W tej jednej kwestii zawiera się cała historia religii i teatru, które kiedyś były jednością - mówi Marina Fabbri, włoska krytyczka filmowa i teatralna o filmie "Habemus papam".

Film Morettiego "Habemus papam" budzi zachwyty i niechęć. Rozmowa z włoską krytyczką filmową Tadeusz Sobolewski: "Habemus papam" budzi skrajne opinie krytyków. "Le Monde" stawia mu najwyższą ocenę, "Le Figaro" - najniższą. Jesteś entuzjastką filmu. Dlaczego jest tak ważny dla ciebie, Włochów i samego Morettiego? Marina Fabbri: To jego najdojrzalszy film. Tym razem nie on jest na pierwszym planie, choć i tu występuje element autobiograficzny. Coś z Morettiego jest w postaci psychoanalityka, ale też w postaci papieża. Zachowując proporcje, trzeba przypomnieć, że Moretti był i jest publicznym autorytetem, liderem, który gromadzi tłumy i zna poczucie odpowiedzialności nie do udźwignięcia. Jest ważną postacią dla młodej włoskiej lewicy. - Osiem lat temu był jej bohaterem, trybunem ludowym, liderem spontanicznego lewicowego ruchu Girotondi przeciwko Berlusconiemu. Nazwa ruchu oznacza dziecięcą zabawę. Taki był sposób manifestowania niez

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kościół, lewica, Moretti

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online

Autor:

Tadeusz Sobolewski, Cannes

Data:

16.05.2011

Tematy w toku