Logo
Recenzje

Kosa z reżyserem

2.02.2026, 11:20 Wersja do druku

„Niewyczerpany żart” Davida Fostera Wallace'a w reż. Kamila Białaszka w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Przemysław Skrzydelski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Karolina Jóźwiak/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Ocena Recenzenta: 2/10

Dla Kamila Białaszka cztery godziny to za mało, by choćby spróbować udowodnić wyjątkowość powieści Davida F. Wallace’a.

To chyba Luk Perceval powiedział, że widz, wybierając się do teatru na „Hamleta”, nie musi znać treści tragedii; w ogóle nie musi kojarzyć jej autora. Zadaniem reżysera jest bowiem powołanie na scenie rzeczywistości na tyle przekonującej, by po wyjściu z teatru ten niewiele wcześniej wiedzący odbiorca kultury poczuł, że pojął o świecie coś nowego.

Jednak Kamil Białaszek wyznaje zasadę odwrotną. Według niego widz nie tylko winien na wyrywki cytować przepastny „Niewyczerpany żart” Wallace’a, lecz także we własnej głowie go sobie zainscenizować. I dopiero wtedy osiągnie pełnię kompetencji, pozwalającą mu obserwować, jak młody reżyser – nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo po co – każe aktorom Teatru Narodowego odgrywać fragmenty ze swojej ulubionej książki.

Z wątków pokazanych przez Białaszka dowiemy się nawet za dużo. Na przykład: główny bohater Hal Incandenza (Hugo Tarres) jest świetnym tenisistą, a przy okazji filozofem, oddanym bratem i wiernym kumplem (podobno Hal to taki Hamlet na dziś, tyle że w ujęciu ogólnym, jak to wiele postaci literackich zresztą); jego ojciec, zanim odebrał sobie życie – włożywszy głowę do mikrofali – nakręcił najśmieszniejszy w dziejach film, którego teraz poszukują służby specjalne USA…

W tej historii pojawia się też cała zgraja ćpunów i freaków, poprzebieranych tak, jakby wpadli na Scenę przy Wierzbowej prosto z planu „Fisher Kinga” Terry’ego Gilliama. Kłopot w tym, że trudno ich wszystkich odróżnić. I nie chodzi o to, że naśmiewam się zarówno ze spektaklu Białaszka, jak i z dzieła Wallace’a. Nie mam powodu twierdzić, że z tej powieści nie da się wyciągnąć wniosków o naszej współczesności, przytłoczonej nadmiarem błahych informacji i niezdrowych bodźców. Tak samo nie mam wątpliwości, że doświadczony twórca umiałby tak antyteatralną narrację przełożyć na język sceny.

Ale to wymaga syntezy, myślowych skrótów i wskazania, z jakiego punktu widzenia patrzymy na to uniwersum. Białaszek o niczym takim nie decyduje. Przeciwnie, mnoży podobne sytuacje i w końcu ośmiesza się, ratując „metodą”, którą niegdyś nazywano reżyserowaniem od sceny do sceny: aktorzy wchodzą z lewej lub prawej, grają ile mogą i wychodzą; potem zmiana świateł (albo wyciemnienie), i kolejna sekwencja w ten sam sposób.

Przyznam, że Kamil Białaszek to istny szczęściarz. To jego czwarta pełnoprawna praca, a już takie wyróżnienie: scena narodowa z wybornym zespołem do dyspozycji i czas prezentacji przez dyrektora Jana Klatę, zdaje się, o drobny nawet kwadrans nieskorygowany. No dobrze, wiem, to scena kameralna, ale przecież nie można mieć wszystkiego. A może można? Wieść bowiem niesie, że Białaszek szykuje nam wspomnianego „Hamleta”, i teraz to już na pewno dostanie dużą scenę. Tym razem od dyrektorki Mai Kleczewskiej w Teatrze Powszechnym. A jak nie, to niezasłużenie.

Teatr Narodowy

Tytuł oryginalny

Kosa z reżyserem

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Przemysław Skrzydelski

Data publikacji oryginału:

02.01.2026

Sprawdź także