31.10.2013 Wersja do druku

Koniec końców - pułapka kabaretyzacji

To swego rodzaju manifest wolności i samotności artysty, teatralny portret trupy, która wie, że może pozwolić sobie na spacer po linie i zabawy z trumną, niezależnie od pretensji intelektualnych arbitrów - o spektaklu "Kabaret warszawski" w reż. Krzysztofa Warlikowskiego prezentowanym na II Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym "Dialog - Wrocław" pisze Mateusz Węgrzyn z Nowej Siły Krytycznej.

Od kabaretu zazwyczaj wymaga się beztroskiej rozrywki, chwilowego zapomnienia podtrzymywanego przez familiarny tłum. Niespełnienie tych oczekiwań powoduje zawsze niedosyt i dziwne poczucie rozczarowania. Obiecana spójność i równy rytm rozbijane przez nieprzepracowane dyskursy, niesprecyzowane poszukiwania metafizyczne reżysera? A gdzie opowieść? To już za dużo na siły przeciętnego widza. Wydaje się, że mechanizm ten celowo został zastosowany w "Kabarecie warszawskim" Krzysztofa Warlikowskiego. Pozostaje pytanie, czy przypadkiem nie ze skutkiem odwrotnym od zamierzonego. Twórcy budują pomost pomiędzy odrębnymi czasoprzestrzeniami. Pierwsza część ("Berlin") zainspirowana została głównie sztuką Johna van Drutena "I am Camera" (adaptacja "Pożegnania z Berlinem" Christophera Isherwooda) oraz filmem Kabaret z niezapomnianą Lizą Minelli. Druga ("Nowy Jork") to remiks "Shortbusu" w reżyserii Johna Camerona Mitchella oraz kilku innych tekstów (John Maxwell Co

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Mateusz Węgrzyn

Data:

31.10.2013

Wątki tematyczne

Realizacje repertuarowe
Festiwale