19.01.2007 Wersja do druku

Koniec epoki

Robert Czechowski, po sześciu latach dyrekcji, żegna się z kaliską publicznością spektaklem "Libertyn" na podstawie tekstu Erica-Emanuela Schmitta. Pożegnania bywają bolesne, na szczęście jednorazowe - o "Libertynie" w reż. Roberta Czechowskiego w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu pisze Maciej Stadtműller z Nowej Siły Krytycznej.

Plastikowy raj Wszystko zaczyna się niewinnie. Tym razem od Diderota (Dariusz Taraszkiewicz) siedzącego na ogrodowej huśtawce w otoczeniu plastikowego raju. Taraszkiewicz wygrywa na fujarce wysokie nuty i macha bosymi nogami. Cud, miód, sielankowy obrazek. Naokoło niego rozpościera się plastikowy raj z pomalowanych na biało opon samochodowych i białych lampek choinkowych udających palmowe liście. Na tym owa niewinność się kończy. Elementy historyczne i współczesne mieszają się bez większego ładu i składu, a co najgorsze, bez pomysłu. Diderot ma białą perukę z lokami i czerwony płaszcz udający strój z XVIII w. Pojawiają się też kobiety w stylizowanych strojach, ale daleko im do Markizy de Pompadour. Ich suknie wyglądają raczej jak jarmarczne imitacje, poszarpane, niedoszyte Scenografia też nie przystaje do tekstu. Ciekawie zostało rozwiązane pojawienie się głównych bohaterów. Przypływają w kajaku przez kanał pod sceną, który widownia obserw

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Maciej Stadtműller

Data:

19.01.2007

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe