Z Piotrem Polkiem rozmawia Robert Kucharski.
Ojciec Piotra Polka doradził mu kiedyś, aby wybrał prawdziwy "męski" zawód. Ponieważ trudno za taki uznać aktorstwo, pan Piotr nauczył się stolarki. Ma nawet mały warsztat, w którym robi meble na własny użytek. - W "Klubie hipochondryków" w warszawskim Teatrze Syrena gra Pan ze Zbigniewiem Zamachowskim i Wojciechem Malajkatem... - Przyjaźnimy się od lat Jeszcze od czasów studiów w łódzkiej Filmówce. Połączyło nas to, że wszyscy pochodzimy z małych miast. A potem okazało się, że nadajemy na tych samych falach. Po szkole trafiliśmy razem do Warszawy i wspólnie wynajęliśmy mieszkanie. Potem każdy z nas poszedł w swoją stronę, ale utrzymujemy fantastyczne kontakty. A praca nad "Klubem hipochondryków" była świetnym przedłużeniem naszej przyjaźni. - Ostatnio gra Pan coraz więcej ról komediowych. - I bardzo się z tego się cieszę, bo przez długi czas byłem obsadzany tylko w rolach amantów, romantyków, ludzi umierających z miłośc