10.10.2016 Wersja do druku

Kongres Kultury 2016. To, co najważniejsze, było najmniej atrakcyjne dla telewizyjnych kamer

Oddolnie zorganizowany Kongres Kultury 2016 zakończył się wczoraj w Pałacu Kultury i Nauki. Był znacznie ciekawszy niż ostatni krajowy Kongres z 2009 r. Nawet jeśli nie pojawił się na nim minister kultury Piotr Gliński - pisze Witold Mrozek w Gazecie Wyborczej.

Nie da się ogarnąć całości i napisać syntezy przebiegu przeszło 50 paneli dyskusyjnych rozgrywających się jednocześnie w salach Pałacu Kultury i Nauki. Równolegle odbywało się po osiem wydarzeń - i na wszystkie był tłum chętnych. Na otwarciu Kongresu odczytano list Marii Janion, w którym legenda polskiej humanistyki zadeklarowała nienawiść do toksycznego polskiego mesjanizmu i uzależnienia od cierpienia płynącego z romantyzm. A jednocześnie był to Kongres, którego artystycznym zwieńczeniem były monumentalne i hiperatrakcyjne "Dziady" Mickiewicza w reż. Michała Zadary, ściągnięte za paręset tysięcy złotych przez warszawski ratusz z Teatru Polskiego we Wrocławiu. Zbigniew Libera wychodzi Kongres spierał się o swój kształt. Dyrektorka Instytutu Kultury Polskiej UW dr hab. Iwona Kurz mówiła na inauguracji o niedoprezentowaniu kultury cyfrowej i nieobecności gier komputerowych. Reżyserka Weronika Szczawińska o pułapkach wiązania kul

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kongres Kultury 2016. To, co najważniejsze, było najmniej atrakcyjne dla telewizyjnych kamer

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online - Kultura

Autor:

Witold Mrozek

Data:

10.10.2016

Tematy w toku