EN
14.04.2021, 14:59 Wersja do druku

Komiksowy Zły

„Zły” wg Leopolda Tyrmanda w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze Karol Suszczyński, członek Komisji Artystycznej VII Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

fot. Dorota Koperska

Akcję swojej bestselerowej powieści Leopold Tyrmand umieścił w Warszawie lat 50. minionego wieku, kiedy w odbudowywanej stolicy organizowały się mniejsze i większe grupki bandytów czy chuliganów, zajmujące się atakami, drobnymi napadami, fałszerstwami i różną inną nielegalną działalnością. Ten sprawnie rozwijający się kryminalny światek, którego macki zaczynają sięgać niemal wszystkich dzielnic miasta, niespodziewanie napotyka jednak godnego siebie przeciwnika – tajemniczą postać, charakteryzująca się wybitną sprawnością fizyczną, umiejętnością walki wręcz i… niezwykłą poświatą bijącą z oczu. Staje ona w obronie uciśnionych, powoli jednocząc wokół siebie przedstawicieli różnych grup społecznych i rozpoczyna walkę z bezprawiem, mającą na celu przywrócenie względnego ładu oraz porządku. To sprawia, że przez tych uczciwych zostaje ona uznana za bohatera i wybawiciela, a przez bandytów okrzyknięta Złym.

Należy jednak pamiętać, że powieść Tyrmanda, to nie tylko wyjątkowa i momentami nieprawdopodobna historia kryminalno-sensacyjna, wiernie ukazująca szeroki przekrój warszawskiej społeczności, ale także drobiazgowo odmalowany obraz odradzającej się z powojennej zawieruchy stolicy pełnej ruin, brudu i kurzu. To opowieść o jej starych i nowych przestrzeniach, niebezpiecznych zaułkach, zburzonych kamienicach, podejrzanych knajpach, a nawet o przepełnionej komunikacji dowożącej pracowników z miejscowości przyległych. Wszystko to sprawia, że Złego czyta się z wielkim zainteresowaniem zarówno dla pomysłów literackich jak i dla zagęstwiającej się, namacalnej i pełnej zapachów tkanki miasta sprzed prawie siedemdziesięciu lat – w końcu to właśnie swojej rodzinnej Warszawie autor dedykował powieść.

fot. Dorota Koperska

Nie dziwi więc, że znany z sięgania po motywy popkulturowe Piotr Ratajczak odczytał utwór Tyrmanda jako historię superbohatera rodem z komiksów Marvela (choć należy pamiętać, że amerykański szał na herosów zrodził się jako odpowiedź na brak własnej mitologii i potrzeba przykrycia tragedii eksterminacji rdzennych mieszkańców kontynentu, Tyrmand zaś wymyślił postać Złego, by dodać koloru szarej i smutnej Polsce Ludowej). W bielskim spektaklu odnaleźć więc można szereg klisz, znanych wcześniej z takich superprodukcji jak Mroczny rycerzSin City: Miasto grzechuDaredevil czy Deadpool – do czego zresztą reżyser publicznie się przyznaje. To przeniesienie akcji powieści w środowisko rodem z komiksu niesie za sobą szereg konsekwencji, istotnych dla samej inscenizacji.

Świat pokazany na scenie jest dosłownie czarno-biały. Poza drobnymi czerwonymi elementami (damska torebka, szminka) nie ma tam prawie innych kolorów, zarówno w strojach jak i w scenografii. Buduje to bardzo koherentny obraz, który nie tylko oddaje myśl autora zawartą w powieści, ale też pozwala na odejście od szczegółowych opisów odbudowywanego miasta i skupienie się wyłącznie na historii. Postaci staja się podobne do tych z rysunkowych opowieści – ich charaktery są nieskomplikowane, nie ulegają gwałtownym przemianom, nie rozwijają się z biegiem akcji. Sceniczne zdarzenia podkreślane są stałymi motywami muzycznymi, aby widz od razu mógł rozpoznać, gdzie się aktualnie przenosi. Akcja zaś (adaptacja: Joanna Kowalska) poprowadzona zostaje w sposób linearny, nie rozbijając się o wątki poboczne, a prezentując historię wprost, językiem czytelnym (liczne aluzje do współczesności) i zrozumiałym (rezygnacja z charakterystycznej dla powieści gwary warszawskiej tamtej epoki).

Bardzo pomocna w tej koncepcji jest ekspresyjna wizja scenograficzna Marcina Chlandy. Dominuje w niej motyw kratownicy, zaznaczony zarówno białymi liniami na podłodze, jak i szaro-srebrną konstrukcją przypominającą wejście do hali magazynowej, znajdującą się na horyzoncie. Centralnym elementem jest zaś potężny, także okratowany z każdej ze stron, obrotowy sześcian, który zależnie od sceny staje się kioskiem, podmiejskim pociągiem, salą zabaw, komisariatem, mieszkaniem, lokalem przestępców. Z tak zakomponowanej przestrzeni nie ma ucieczki, a każdy bohater musi się wywiązać z jasno wyznaczonych mu zadań, zanim otrzyma zgodę na odejście.

Także kostiumy (Grupa Mikser) pozostają w ścisłej relacji z otoczeniem, stylistycznie nawiązując zarówno do ubrań przeciętnych warszawiaków, do strojów znanych z filmów gangsterskich, do przebrań charakterystycznych dla superbohaterów oraz do mody tamtego okresu. I nie ma tu niepotrzebnego miszmaszu, bo wszystkie kostiumy – jak już padło – utrzymane są w tonacji czarno-białej (z licznymi elementami szarości).

Nie jest to jednak świat ponury i smutny. Wprost przeciwnie. Przytłaczająca wizualnie atmosfera rozbijana jest co chwila wartkimi sekwencjami (czasem z niemal dell’artowskimi lazzi) i zbiorową choreografią (Arkadiusz Buszko) w rytm jazzowej muzyku. Wpływa to na tempo spektaklu – niezwykle dynamiczne – oraz na silną i wyrównaną kreację zespołową.

fo. Dorota Koperska

Można jednak pośród czternastoosobowej obsady wyróżnić kilku zaskakujących w swoich rolach aktorów. Przede wszystkim Adam Myrczek jako typowy mafijny boss Filip Merynos, który pod przykrywką prezesa Spółdzielni Pracy „Woreczek” wciela w życie swoje przestępcze plany. Myrczek w tej roli jest jak polski Vito Corleone – zimny, wyrachowany i bezwzględny. Świetnie w parze wypada z nim Rafał Sawicki, tytułowy Zły. To postać zupełnie odmienna – wydawałoby się, że zdystansowana i spokojna, a jednak i ona ma swoją przeszłość, która determinuje specyficzny styl bycia i rodzaj zachowań. Ciekawie zakomponowani oraz wyjątkowo sprawni – niemal jak włoscy komedianci – są też Mateusz Wojtasiński, Sławomir Miska i Michał Czaderna, grający zbirów w bandzie Merynosa. W końcu Kazimierz Czapla jako kioskarz Kolodont. Jego sposób budowania postaci – jakże odmienny od pozostałych, ale też spójny z całym spektaklem – to przykład doskonałego aktorstwa, kształtowanego od lat.

Premiera spektaklu, która odbyła się na początku bieżącego sezonu, wpisywała się w setną rocznicę urodzin i trzydziestą piątą rocznicę śmierci autora Złego (rok 2020 był rokiem Leopolda Tyrmanda) i przyznać trzeba, że owacje na stojąco same odpowiadają na pytanie, czy był to jubileusz udany.

Zły według powieści Leopolda Tyrmanda, reż. Piotr Ratajczak, Teatr Polski w Bielsku-Białej, prem. 3 października 2020.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne