09.02.2005 Wersja do druku

Kociubki na dachu

Gdyby koty z "Kotów" dowiedziały się, że tłumacz filmu ochrzcił je konsekwentnie "kociubkami", zamiast po swojsku "dachowcami", zapewne wydrapałyby mu oczy - pisze Piotr Sarzyński o polskim przekładzie T.S. Eliota w filmowej wersji musicalu z Teatru Roma.

W stołecznym Teatrze Roma od wielu miesięcy niesłabnącym i zasłużonym powodzeniem cieszy się musical "Koty" [na zdjęciu]. Dobrze więc się stało, że firma Universal wypuściła na polski rynek także filmową ich wersję, perfekcyjnie przygotowaną w Londynie przed ośmiu laty. W tym muzycznym filmie wszystko jest na najwyższym poziomie: muzyka, śpiew, taniec, kostiumy, charakteryzacje. Z jednym wyjątkiem: polskich tłumaczeń. Zdecydowano się bowiem na dosłowny przekład, który na siłę okraszono rymami (nazbyt często częstochowskimi). A szkoda, bo poematy T.S. Eliota zasługują na coś więcej. To dziwne, bo na wyciągnięcie ręki były bardzo dobre, wykonane dla Romy, tłumaczenia Daniela Wyszogrodzkiego, które doskonale oddają ducha spektaklu. By nie być gołosłownym, jedno tylko z setek możliwych porównań (sam początek "Kotów"). Wersja z płyty: "Czy rodzisz się ślepy?/Czy widzisz w ciemności?/Czy wolno ci patrzeć na króla, który siedzi na tron

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kociubki na dachu

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka nr 6/12.02

Data:

09.02.2005

Realizacje repertuarowe