29.04.2013 Wersja do druku

Kocia maść na śląski kark

Po prapremierze "Miłości w Königshütte", spektaklach w Chorzowie, Świętochłowicach, spotkaniach z widzami zrozumiałem wreszcie na stare lata, co znaczy pojęcie teatr społeczny, jaką może mieć siłę, jakie uwalniać emocje i uczucia. I co miał na myśli Brecht, pisząc, że to granat, co razi obie strony - pisze Ingmar Villqist w felietonie w Gazecie Wyborczej - Katowice.

Kiedyś już pisałem dla katowickiej "Gazety". W 1991 roku przynosiłem Waldkowi Szymczykowi, wtedy zastępcy naczelnego, do pierwszej siedziby "Gazety" przy placu Andrzeja recenzje wystaw, wywiady, opowiadania i co tam wtedy było trzeba. Pisałem te teksty na walizkowej maszynie Erica z 1924 roku. Jak kończyło się zdanie i trzeba było cofnąć wałek, odzywał się wewnątrz Erici słodki dzwoneczek. Napisałem kiedyś erotyk "Dla Erici Neuman" - mojej maszyny do pisania. Pracowałem wtedy, od 1988 roku, w Biurze Wystaw Artystycznych w Katowicach. Ówczesna dyrektorka, wspaniała Małgosia Panek, rozumiała mnie jak nikt i matkowała mi. Pozwalała na wiele. Pisać też. Miała anielską cierpliwość. Robiłem tam, co chciałem. Sporo wystaw i kilka głupot też. Ale z roku na rok, z wystawy na wystawę katowickie BWA w tamtych czasach zaczęło się liczyć w kraju. Dużo wtedy pisałem o sztuce. Także dla "Gazety". W 1994 roku, w maju, wyjechałem do warszawskiej Zachęty.

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kocia maść na śląski kark

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Katowice nr 98/26.04

Autor:

Ingmar Villqist

Data:

29.04.2013