Logo
8.08.2007 Wersja do druku

Kochaj wesoło

Nawet serial "M jak miłość" nie pokona "Ślubów panieńskich". Te przekomarzania, dąsy, intrygi, podstępy... Ileż to rewolucji obyczajowych przetoczyło się od premiery tej arcykomedii. A hrabia Fredro jak zwyciężał, tak zwycięża. Cała sztuka w tym, żeby nie przesadzać z wiernością. Teatr rodzi się przecież pod naporem pulsującego życia. Reżyser Jan Englert znalazł złoty środek. Dał pierwszeństwo autorowi, a jednocześnie uchwycił ducha czasu. Tchnął w "Śluby..." nowe życie, bliskie dwudziestemu pierwszemu wiekowi. Świat, który odszedł na zawsze, zmieścił w saloniku wypełnionym fotografiami, paroma meblami, bibelotami. Z tego intymnego wnętrza Barbara Hanicka, scenograf, przenosi widza na dużą scenę Teatru Narodowego, gdzie akcja toczy się w swobodnej, otwartej przestrzeni. Za świadków potyczek dwóch młodych par wystarcza powóz z budą i solidny stół, przy którym kwitnie życie rodzinne. Tłem żywych dialogów jest pyszna scena upych

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kochaj wesoło

Źródło:

Materiał nadesłany

GOLF& LIFE nr 7-8/07-08.2007

Autor:

Barbara Henkel

Data:

08.08.2007

Realizacje repertuarowe