Gdy dzieło Brechta ulega zapomnieniu, zainteresowanie zaczyna budzić on sam. Ale nie jako awangardowy twórca, zażarty krytyk społeczeństwa mieszczańskiego, antyfaszysta i marksista (bliski komunizmu, choć członkiem partii komunistycznej nie był nigdy), ale jako... kochanek, charyzmatyczny erotoman, satyr.
Dwa lata temu ukazała się w Hamburgu książka Hiltrud Hanteschel "Kobiety Brechta". Nawiązuje do niej mieszkający w tymże Hamburgu polski prozaik Janusz Rudnicki. Jego "Mój Wehrmacht" rozpoczyna się opowieściami o siedmiu towarzyszkach życia niemieckiego dramaturga. Jedną - Margarette Steffin, przeżył, wszystkie inne płakały, gdy zmarł w 1956 roku, w wieku 58 lat. Najbardziej z nich znana, żona i kochanka, mała wielka aktorka, dyrektorka Berliner Ensamble - Helene Weigel [na zdjęciu z Bertoltem Brechtem, Szwecja, 1939], chciała, by pochować ją u stóp twórcy "Matki Courage". Spoczęła jednak obok niego. To ona została jego spadkobierczynią, otrzymując także prawo wyłączności, "jeśli chodzi o realizację moich idei" - napisał Brecht w testamencie. Dla niej rozwiódł się z pierwszą żoną, Marianne. Helene od niego też odchodziła. W 1937 roku uciekła z dziećmi (miała ich dwoje, niekiedy zajmowała się też pozostałą dwójką dzieci Brechta, z w