01.06.2010 Wersja do druku

Klasyka po bożemu

Klasyki wystawianej po bożemu, ale na przyzwoitym poziomie, jest jak na lekarstwo. Najczęstszy problem wystawiania utworów klasycznych z dbałością o realia epoki i wiernością autorowi [polega na tym, że] bardzo łatwo stają się one salonową igraszką, bibelocikiem, który z pozoru wygląda estetycznie, ale nie niesie żadnej wartości poznawczej - pisze Paweł Sztarbowski w Metrze.

Zwierzył mi się niedawno znajomy, który uwielbia w sztuce eksperymenty wszelkiej maści, że poprzez swoje upodobania do rzeczy odważnych i poszukujących popadł w niemałe rodzinne tarapaty. Okazało się, że w jego mocno już wiekowych ciotkach odżyła nagle dawna miłość do teatru. A że w rodzinie mają specjalistę, chciały by polecił im coś ciekawego. Ale lojalnie zastrzegły, że ma być klasyka, bez przekleństw i golasów na scenie, najchętniej w kostiumach z epoki. Mój znajomy przebolał nawet to, że chciały dokładnie tego wszystkiego, czym on sam się brzydzi. Problem w tym, że klasyki wystawianej po bożemu, ale na przyzwoitym poziomie, jest jak na lekarstwo. Od jakiegoś czasu poprzeczkę próbuje podnosić Teatr Narodowy, ale efekty bywają różne. Przykładem eleganckiego spektaklu, który przy okazji może bezpośrednio odnosić się do współczesnej rzeczywistości, był "Tartuffe, albo Szalbierz" w reżyserii Jacąuesa Lassalle'a, wystawiony w apo

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Klasyka po bożemu

Źródło:

Materiał nadesłany

Metro nr 1842/28-30.05.

Autor:

Paweł Sztarbowski

Data:

01.06.2010