18.02.2019 Wersja do druku

Kilka myśli o teatrze madryckim

Wielbiciele wędlin i serów mają Muzeum Szynki, miłośnicy Velazqueza - Muzeum Prado, a pasjonaci słodyczy - cukiernię La Mallorquina (najlepsze palmiery z czekoladą, jakie stworzył świat!). Natomiast teatromaniacy, którzy zawitają do Madrytu mogą się cieszyć wizytami we wszystkich tych miejscach, a na dodatek odwiedzić wiele teatrów publicznych i alternatywnych sal teatralnych - pisze Kamila Łapicka na blogu Słuchy z teatru (i okolic).

Kilka lutowych dni miałam okazję spędzić w ten sposób i przyszło mi do głowy parę myśli na temat madryckiego repertuaru i aktorów, które postanowiłam tu zapisać, zanim uciekną razem z ostatnim promieniem słońca zdobytym kalmarowym porankiem (La Campana!) na Plaza Mayor. Aktorstwo psychologiczne jest w cenie. Próżno szukać aktora, który nazywa się tak samo, jak postać i improwizuje na scenie własne przemyślenia. Próżno też szukać golasów, sztucznej krwi, powodzi albo innych efektów, które mają widza zaszokować, chyba że tego właśnie życzy sobie autor. Natomiast estetyka surrealistyczna sprawdza się bardzo dobrze. Zwłaszcza, gdy z jej pomocą obnaża się dziennikarskie półprawdy, jak w spektaklu "Nekrassov" wg Sartre'a, granym w Teatro de la Abadía (reż. Dan Jemmett). Zachwyca uroda aktorskich metamorfoz. I to zarówno tych wywołanych mocną charakteryzacją (jak w przypadku Firsa z "Wiśniowego sadu" wystawianego w Teatro Valle-Inclán)

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kilka myśli o teatrze madryckim

Źródło:

Materiał własny

zteatru.pl

Autor:

Kamila Łapicka

Data:

18.02.2019

Tematy w toku