"Oblężenie" w reż. Małgorzaty Bogajewskiej w Teatrze Bagatela w Krakowie. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.
Gdy Wojownik II mówi westchnienia z okolic słowa "miłość" - jest tak jakby w męczarniach rodził gardłem nastroszone jeże. Kuli twarz, chowa oczy pod opuszczonym czołem, palce chce zgubić w palcach. "Bardzo tęsknię za tobą...", "Okropnie źle mi tu bez ciebie..." "Już niedługo...". Te lub inne, podobnie miękkie westchnienia miłosne - one bolą, gdyż przynoszą wstyd. Bo jakże to tak, on, dzielny rycerz, obrońca Ojczyzny - a tu, w okopach, z boku śpiących towarzyszy broni, w godzinie nocnej samotności, jakaś sentymentalna galareta bierze go nagle w swe posiadanie? On, lity chłop, bez szkół, ale za to twardy jak dąb, on, który wciąż ma w byczych nozdrzach zapach tamtej obory rodzinnej, w oczach tamte kury na błotnistym spłachetku za stodołą, w uszach tamten nocny mruk krów i barytonowe sapanie kobył, zaś między zębami resztki tamtej surowej rzepy - a tu haniebna miękkość włazi w przaśne żyły? Nie chce być inaczej. Siedzi na zydlu, skrzyd