Odwiedziłam TEATR ŚLĄSKI w Katowicach z początkiem nowego sezonu. Było tuż po premierze "Wyzwolenia". O spektaklu przeczytałam wcześniej w "Polityce", że jest "sukcesem teatru" i że należy go uznać za "triumf inscenizatorski". Sztukę przygotowano w związku ze zbliżającą się rocznicą śmierci poety i dramaturga, który jest patronem katowickiej sceny. Potem obejrzałam spektakl, zapoznałam się nieco bliżej z życiem tego teatru, przewędrowałam jeszcze jego kulisami, porozmawiałam z zespołem. Z ułamków spostrzeżeń i uwag ułożył mi się dzisiejszy kształt katowickiego teatru. Chciałabym zacząć od "Wyzwolenia". Spektakl rzeczywiście robi wrażenie. Wyspiański należy przecież do autorów trudnych, których sztuki nie zawsze są przejrzyste w swej warstwie tekstowej. "Wyzwolenie" natomiast bije na głowę wszystkie inne tytuły. Mimo to teatr podjął się jego wystawienia. I oto otrzymaliśmy duże, czytelne widowisko, które być może jest dalekie
Tytuł oryginalny
Każdy spektakl jest premierą
Źródło:
Materiał nadesłany
Panorama nr 45