"Kawaler srebrnej róży" w reż. Guntera Mayra w Operze na Zamku w Szczecinie. Pisze Maciej Deuar w Kurierze Szczecińskim.
Jedno z najpiękniejszych dzieł w literaturze operowej - "Der Rosenkavalier" Richarda Straussa (nie mającego nic wspólnego z "tymi" Straussami od wiedeńskich walców) - ujrzało światła rampy w Operze na Zamku. Była to pierwsza realizacja tego arcydzieła w powojennym Szczecinie i jedna z nielicznych na polskich scenach w minionych latach. Z tego przede wszystkim względu należy pochwalić szczeciński teatr za tak śmiały krok. Jednakże nawet najbardziej życzliwe kibicowanie ambitnym poczynaniom nie zwalnia nas od oceny strony muzycznej i teatralnej. A tu już nie było tak optymistycznie. Najpierw pospiesznie odprawmy chałupniczo wydzierganą stronę teatralną złożoną z przenośnych zastawek, kostiumów i oświetlenia, co do których smaku plastycznego i gustowności wypada się spierać. Oczywiście, można wystawić operę w sposób tradycyjny do bólu, jak i tzw. nowoczesny. Problem w tym, z godną uznania kompetencją: nie prowadziła głosu za szeroko, nie de