27.10.2012 Wersja do druku

Kasa z budżetu dla teatrów? Ale niby dlaczego?

Artyści na publicznych etatach protestują, że dostają za mało i niesmacznie atakują tych, którzy ośmielą się mieć inne zdanie. Tymczasem ci twórcy i animatorzy kultury, co nie żyją z dotacji i nie próbują wkupić się w łaski mocodawców, robią swoje, płacą ZUS-y, podatki, prowadzą często firmy i przy okazji robią sztukę na całkiem wysokim poziomie - pisze organizator koncertów Łukasz Minta*.

Teściowa poprosiła mnie o kupno biletu na spektakl "Dziewczyna z kalendarza" w Teatrze Wielkim. Teściowej się nie odmawia (lepiej nie ryzykować!), więc wybrałem się do kasy, mimo że mój kontakt z poznańskimi teatrami jest praktycznie zerowy. W kasie usłyszałem, że mogę kupić ostatni bilet, na drugi balkon, za cenę 95 zł. Kupiłem i wyszedłem z przekonaniem, że zapewne to niezły spektakl, ale też z poczuciem, że Teatr Wielki w Poznaniu nieźle sobie radzi w tych trudnych czasach. Artyści lepsi, artyści gorsi Inna refleksja przyszła chwilę później. Na poznańskie teatry przeznaczane są milionowe kwoty z budżetów miejskich i państwowych, które zasilane są podatkami m.in. takich osób jak ja. Bez wstydu przyznaję, że nie chodzę do teatru i nie czuję się z tym źle. Wolę inne formy rozrywki, inny model obcowania z kulturą. Sam zajmuję się organizacją koncertów różnego typu i do tej estetyki jest mi najbliżej. Niestety, z niezrozumiałyc

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kasa z budżetu dla teatrów? Ale niby dlaczego?

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Poznań online

Autor:

Łukasz Minta

Data:

27.10.2012

Wątki tematyczne