10.02.2020 Wersja do druku

Karuzela z teatrami

Konkursy nie dadzą dobrych rozwiązań dotyczących dyrekcji. Praktyka wykazała, że w większości zgłaszają się do nich postacie egzotyczne, o wątpliwym dorobku, często z zerową praktyką w prowadzeniu teatrów - pisze Jan Bończa-Szabłowski w Rzeczpospolitej.

Lubię przywoływać postać Bogdana Zdrojewskiego z czasów, gdy był prezydentem Wrocławia i patrzył ze szczególną troską na sprawy kultury. Kiedy zorientował się, że mający piękną historię Teatr Współczesny odchodzi w niebyt, nie ogłosił konkursu na nowego dyrektora, tylko przypomniał sobie o Krystynie Meissner. O klasie jej reżyserii, kontaktach teatralnych niemal na całym świecie. I uznał, że ktoś taki przydałby się jego miastu. Odwiedził ją w warszawskim mieszkaniu z wielkim bukietem róż i zapewnił, że byłby szczęśliwy, gdyby zechciała objąć dyrekcję Współczesnego. Prezydenci miast cieszący się zaufaniem mieszkańców mogą sobie pozwolić na taki gest. Bogdan Zdrojewski nie był tu zresztą wyjątkiem. Mający od lat ogromne poparcie gdynian prezydent Wojciech Szczurek, widząc, że Teatr Miejski, stający się teatrem eksperymentalnym, ma śladową frekwencję, zamiast ogłaszać konkurs, zadzwonił do Krzysztofa Babickiego, któremu w

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Karuzela z teatrami

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 32/8-9.02

Autor:

Jan Bończa-Szabłowski

Data:

10.02.2020