- Zależało mi, aby stać się jednoosobową firmą "JANUSZ RADEK". Te ciągłe zmiany to moja koncepcja na siebie. Nigdy nie chciałem obierać sobie jakiegoś celu i śpiewać dla określonej publiczności.
Dziennik Zachodni: Po raz kolejny zawitał pan do Chorzowa i po raz kolejny został pan przyjęty z ogromnym entuzjazmem przez fanów. Potrójne bisy i fanki, które za wszelka cenę chcą z panem porozmawiać, zdobyć autograf i zdjęcie. Czy tak jest po każdym pana koncercie? Janusz Radek: Tak. Ludzie reagują bardzo dobrze. Choć muszę przyznać, że Chorzów to jedno z niewielu miast, gdzie entuzjastyczna reakcja towarzyszy zawsze moim występom. Lubi pan dawać koncerty w tym mieście? - Bardzo lubię. A szczególnie w teatrze. Muszę przyznać, że pierwszy raz wpadłem na pomysł, aby to co śpiewam ubrać w jakąś inscenizację i wykorzystać walory aktorskie. Żeby nie być tylko maszynką do śpiewania, bo dotychczas takie miałem o sobie zdanie. Chciałem, żeby piosenka którą śpiewam o czymś opowiadała. A teatr jest dobry do wyrażania takich emocji. Myślę, że ten pomysł spodobał się chorzowskiej publiczności. Podczas występu przez cały czas towarzyszy