07.03.2007 Wersja do druku

Kaczka na szaro

Stara jak świat prawda, że kłamstwo ma krótkie nóżki, dotkliwie dała o sobie znać i żadne tłumaczenia tutaj nie pomogą. A przecież było łatwe do przewidzenia, że ktoś kiedyś mógł napisać o kłamstwie całkiem niezły dramat, a ktoś inny, znacznie później, zrobił z tego dramatu całkiem nieudane przedstawienie. Skutek? Dwie godziny bezpowrotnie utraconego czasu, które gryzą jak niepotrzebny wyrzut sumienia - o "Dzikiej kaczce" w reż. Magdaleny Łazarkiewicz w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie pisze Gabriela Detka z Nowej Siły Krytycznej.

Co można zrobić, kiedy się nie ma pomysłu na Ibsena? Najlepiej go nie wystawiać. Ale można także, idąc za przykładem Magdaleny Łazarkiewicz, po prostu wziąć tekst i zagrać go od początku do końca, bez szkodliwych skrótów, skandalicznych prowokacji, po mieszczańsku, grzecznie, bezpiecznie, doprowadzając widownię do stanu skrajnego znużenia ryzykownie przechodzącego w błogą senność. "Dzika kaczka" w Teatrze im. Słowackiego to spektakl nijaki, szary, niczym scenografia i kostiumy w nim wykorzystane, a jedyne, co może zadziwiać, to jego nadzwyczajnie konsekwentna przeciętność. Na szarej scenie kilka szarych szafek, szare schody prowadzące na tajemniczy w założeniu, a w istocie nieszczególnie intrygujący strych, szarawa kanapa, szarawy stoliczek i szarawi bohaterowie w - uwaga, niespodzianka - przeważnie szarych kostiumach. Najczęściej ogrywanym elementem akcji jest jedzenie: bohaterowie jedzą nadzwyczaj często, a to kolację, a to śniadanie, o j

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Gabriela Detka

Data:

07.03.2007

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe