Chcę "trochę" nie zgodzić się ze Stanisławem Grochowiakiem, albo może trochę poszerzyć to, co napisał w programie teatralnym o sytuacji Gałczyńskiego w pierwszej połowie lat 1950-tych. Pomniejszające poezję i poniżające poetę sądy sankcjonowanych arbitrów w najmniejszym stopniu nie zobowiązywały czytelników. Kiedy umierał, byłem wówczas na drugim roku, w pokoju obok czytywało się go po nocach i komentowało już od pewnego czasu. Jego liryka i liryczna satyra określiła nasze pokolenie w stopniu być może teraz zapoznanym, a najmocniej wyraził się ten wpływ w studenckim teatrze sprzed roku 1956. Proszę tylko przypomnieć sobie pierwsze programy Bim-Bomu, ale nie tylko te: także szeregowe teatry inspirowały swe chwile liryczne u autora Porfiriona Osiełka. Gałczyński określał "sub"-kulturę młodych, dialog miłosny, noktambuliczne ucieczki... To się potem, rzecz jasna, skończyło, i dopiero później zdarzyła się ta prawdziwa chwila ciszy i za
Tytuł oryginalny
Kabaret liryczny
Źródło:
Materiał nadesłany
Teatr nr 4