Logo
Magazyn

Jubileusz piętnastolecia. Rozmowa z Mateuszem Nowakiem, aktorem-monodramistą

16.10.2026, 12:26 Wersja do druku

Szczęśliwie poukładało się w moim życiu, że mogę powiedzieć - jestem szczęśliwy. Wiem, gdzie jestem i gdzie idę, ale też jestem absolutnie otwarty na wszystko, co przyniesie los.

fot. Marcin Pietrusza

Korzenie rodzinne?

Opole Lubelskie, tam się urodziłem i ukończyłem podstawówkę oraz gimnazjum.

Czy zainteresowania literaturą, recytacją, teatrem tam się zaczęły?

Dokładnie w czwartej klasie szkoły podstawowej dzięki mojej polonistce, pani Beacie Ryszkowskiej-Stefanek. Wybrała mnie do udziału w konkursie recytatorskim i tak to trwa już 29 lat. Również w Opolu z wypiekami na twarzy czytałem książkę Tadeusza Malaka „Teatr Jednego Aktora". Lektura tej książki wyzwoliła we mnie zupełnie naiwne, dziecięce i pozbawione jakiejkolwiek świadomości marzenie o robieniu monodramów w przyszłości.

Skończył pan średnią szkołę? Co było dalej?

Później były studia - polonistyka i logopedia na UMCS. Logopedia mnie interesowała, bo zawsze pracowałem ze słowem i nie przestałem tego robić również na studiach. Pracownia Słowa Centrum Kultury w Lublinie była moim drugim domem przez kilka lat. Przez kilkanaście lat uczyłem młodych i starszych, dzieciaki przychodziły do mnie na zajęcia. Wszyscy wygrywali konkursy recytatorskie, pięć osób dostało się do szkół teatralnych.

Po Pracowni Słowa w Centrum Kultury był DDK Węglin, tak? 

Byłem tam kierownikiem programowym i organizacyjnym, więc odpowiadałem za całą stronę operacyjną, ale też wymyślałem i realizowałem różnego rodzaju inicjatywy, programy, projekty.

Wtedy także oskarżono pana o mobbing. Skąd się wziął ten mobbing? Czy z tego, że pan był po prostu zbyt wymagający?

Powiem szczerze, panie redaktorze, że ta sprawa jest dla mnie zamknięta, ponieważ te „oskarżenia" to tylko i wyłącznie artykuł prasowy, który zawierał wiele kłamstw. Odbiło się to bardzo na moim zdrowiu. Ostatecznie z Węglina musiałem uciekać, ponieważ dyrektor uległ presji ratusza.

Pierwszy spektakl to? 

„Teatralność". To był mój debiut i pierwsza praca ze Stanisławem Miedziewskim, reżyserem, z którym pracowałem następne 15 lat.

Kolejny spektakl i wielki sukces? 

To „Od przodu i od tyłu". Jego premiera odbyła w 2014 roku. I to była nasza praca ze Stanisławem najbardziej wymagająca, ale też najbardziej szczęśliwa. I tym bardziej nas cieszy, że jej efekt tak bardzo się podoba publiczności. Podoba się do tej pory, bo gram go już dwunasty rok.

No tak, zresztą potwierdzam, że spektakl jest po prostu wybitny i ja, kiedy oglądałem ten spektakl, to byłem pełen podziwu. Skąd to wszystko? To jest talent? 

Nie wiem. Mam poczucie, że bardzo ciężko pracowałem i cały czas bardzo ciężko pracuję nad swoim warsztatem. I szukam kolejnych wyzwań. A to, co się dzieje na scenie, to jest oczywiście pomysł, koncepcje i decyzje reżyserskie. Ale pracujemy też z Miedziewskim w taki sposób, że gdy tekst uruchamia moją wyobraźnię, emocje czy myślenie i to prowokuje konkretne zachowania, gesty, mimikę, intonacje. Stanisław Miedziewski bacznie się temu przygląda i wybiera z tego to, co pasuje mu do kompozycji całości.

Jaką historię opowiada Niemcewicz, jaką historię opowiada pan, o czym jest spektakl?

To satyra na drugą połowę XVIII wieku w Polsce. Teatralna biografia Juliana Ursyna Niemcewicza, który był świadkiem i uczestnikiem kluczowych wydarzeń politycznych. Jest to przekrój przez społeczeństwo tamtego czasu, panorama osobliwości, takich bardzo naszych, czyli bardzo polskich. Nie ma żadnej zgody, nie ma żadnego pomysłu na wspólnotę. Spektakl jest o tym, że politycy zagarniają wspólnotę jako własność prywatną i prywatyzują to, co powinno być właśnie wspólnotą. Czyli to, na co się wszyscy zrzucamy chociażby w podatkach. To, że wszyscy mówimy po polsku, to też jest nasza wspólnota.

Gorzkie to niestety, ale tak jest?

Niestety gorzkie, ale właśnie robimy taki teatr, żeby o tym mówić, ale nie po to by kazać ludziom myśleć w taki, a nie inny sposób. Chcemy dać ludziom przestrzeń, żeby sami podjęli decyzję. Wybrali czy opowiadają się po którejś stronie, czy się nie. Działamy na emocje, wyobraźnię, intelekt. To, co zrobi z tym Publiczność to jej święte prawo.

A jak pan grał w Europie, w świecie, to jak obcokrajowcy odbierali ten spektakl i taką Polskę?

Wchodzili w to bardzo płynnie. Spektakl osadzony jest na trzech głównych bohaterach: Caryca Katarzyna, Stanisław August Poniatowski i Julian Ursyn Niemcewicz. Te typy postaci są rozpoznawalne. W 2018 grałem ten spektakl nawet dwukrotnie w Rosji, na Syberii. Myślałem, że mnie tam zostawią, jak zobaczą, ale wróciłem do Polski. Zagrałem go w dwudziestu krajach, na czterech kontynentach.

Skąd pomysł na „Pana Tadeusza"?

To spektakl, o którym marzyłem właśnie te piętnaście lat i piętnaście lat dojrzewałem, żeby go zrobić. Odkąd pamiętam, „Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza to była dla mnie lektura szalenie trudna. Przez wiele lat stanowiła dla mnie ogromne wyzwanie. A z drugiej strony zachwycałem się zapisanym tam pięknem języka, obrazów, relacji międzyludzkich. Ten spektakl jest tak ułożony, że sceny obyczajowo-romansowe przeplatają się z takimi, na których mi interpretacyjnie najbardziej zależy. Jest polowanie na niedźwiedzia i koncert Wojskiego, który według mnie jest koncertem okrucieństwa i przemocy.

Czy „Pan Tadeusz" też jest dziś aktualny? 

„Pan Tadeusz" jest aktualny, bo jest o nas. W każdym sensie, bo przecież kochamy, nienawidzimy, kłamiemy, podpuszczamy, prowokujemy, popisujemy się. Mamy wady, słabostki. „Hajże na Moskali, hajże na Sopliców" - te swary i kłótnie to jest coś, w czym się można przejrzeć.

Swój jubileusz 15-lecia działalności artystycznej będzie pan świętował w Teatrze Wschodnim. Czyli?

W historycznej kamienicy przy Lubartowskiej 30a, zaadaptowanej na studio teatralne, salę konferencyjną i biuro. Jego twórcą jest Łukasz Wojtowicz. W tym roku Teatr obchodzi pięciolecie i niestety w ramach prezentu jubileuszowego zabierana jest im siedziba. Za chwilę Teatr Wschodni będzie bezdomny, co uważam, że w Europejskiej Stolicy Kultury nie powinno mieć miejsca, ponieważ jest inicjatywą zasługującą na uznanie. Niezależną, utrzymującą się z grantów, czyli z tego, co się uda pozyskać. A wiadomo, jak trudny jest rynek.

Kiedy z perspektywy piętnastu lat spogląda pan za siebie w tył, największy mistrzowie to? 

Irena Jun, Wiesław Komasa, ś.p. Stanisława Celińska. To moi mistrzowie, autorytety, latarnie, w których stronę patrzę i staram się rozumieć, uczyć, chłonąć tę klasę. Stanisław Miedziewski to jest mój arcymistrz, zawdzięczam mu wszystko, co umiem w monodramie.

Najważniejsza nauka od Ireny Jun? 

Zanim powiesz, pomyśl. Zanim powiesz, poczuj. Zanim powiesz, zobacz. Czyli, żebym mógł zadziałać na wyobraźnię, emocje i intelekt widza, to muszę to uruchomić u siebie, zanim wypowiem dane słowo, frazę czy monolog. I najważniejsze - nie znudzić.

A co pan wziął od Celińskiej? 

Stasia Celińska miała organiczną, atawistyczną zdolność do wchodzenia w postać, w dany tekst bez reszty. Wchodziła w tę przestrzeń, była w niej, szukała w niej, błądziła, żeby ostatecznie wziąć z niej to wszystko, co jest potrzebne do zbudowania roli.

Jak pan patrzy na nasze przygotowania do Europejskiej Stolicy Kultury? 

Myślę, że to mogłaby być ogromna szansa. Jednak boję się, że to chyba nie będzie chodziło o ESK, tylko jak zwykle o jakiś interes. Niestety. Może taki marketingowo-polityczny. Pracuję w całej Polsce, gdzie dochodzą sygnały, że przygotowania nie zapowiadają tego święta, które mogłoby naprawdę Lublin wznieść na taki poziom, na jaki lubelska kultura zasługuje. 

Teraz chciałbym zapytać o plany. 

Kolejny spektakl już nie powstanie we współpracy ze Stanisławem Miedziewskim, idę dalej. Jestem przed decyzją, czy będę chciał pracować stricte z innym reżyserem, czy po prostu będę takim sterem i okrętem, ale będę zapraszał do współpracy fachowców, którzy skrytykują moje pomysły i zaprzeczą moim wyobrażeniom. Jeżeli chodzi o repertuar, to znowu klasyka i będzie to „Maria" Antoniego Malczewskiego. W końcu tekst o miłości.

Ostatnio wszedł pan do Rady Programowej Instytutu Teatralnego, tak?

Tak, jestem przewodniczącym Rady Programowej Instytutu Teatralnego. Grono jest znakomite. Wszyscy są fachowcami, ekspertami w swoich dziedzinach. Cieszę się, że niektórych mogłem poznać, bo wiedziałem o ich dokonaniach, ale nie znałem osobiście. To jest funkcja bardzo zaszczytna i trochę mnie to deprymuje, ale myślę, że dyrektorki Instytutu Teatralnego pracują nad pewną równowagą. Chodzi o debatę merytoryczną, a nie prześciganie się, kto jest ważniejszy lub kto ma więcej do powiedzenia. Każdy ma do powiedzenia od siebie to, co wie. To jest bardzo cenne, że możemy to między sobą konfrontować.

Czy Mateusz Nowak jest dzisiaj człowiekiem szczęśliwym?

Absolutnie tak. Szczęśliwie poukładało się w moim życiu, że mogę powiedzieć - jestem szczęśliwy. Wiem, gdzie jestem i gdzie idę, ale też jestem absolutnie otwarty na wszystko, co przyniesie los.

JUBILEUSZ MATEUSZA NOWAKA Z OKAZJI 15-LECIA TWÓRCZOŚCI W DZIEDZINIE MONODRAMU „Wersje reżyserskie" monodramów „Pan Tadeusz" oraz „Od przodu i od tyłu" z napisami w języku angielskim zostaną zaprezentowane w Teatrze Wschodnim przy ul. Lubartowskiej 30a 17 i 18 października 2026

„Pan Tadeusz". 17.10.2026 • godz. 17:00 • Teatr Wschodni, Lublin

Monodram „Pan Tadeusz" w wykonaniu Mateusza Nowaka na podstawie epopei narodowej „Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza

scenariusz: Stanisław Miedziewski, Mateusz Nowak

reżyseria: Stanisław Miedziewski

wykonanie: Mateusz Nowak

„Od przodu i od tyłu". 18.10.2026, godz. 17:00 • Teatr Wschodni, Lublin

Monodram „Od przodu i od tyłu" w wykonaniu Mateusza Nowaka inspirowany niedoszłą rozprawą doktorską Karola Zbyszewskiego „Niemcewicz od przodu i tyłu" oraz powieścią „Casanova" Jerzego Żurka

scenariusz: Stanisław Miedziewski, Mateusz Nowak

reżyseria: Stanisław Miedziewski

wykonanie - Mateusz Nowak

Tytuł oryginalny

ROZMOWA Z MATEUSZEM NOWAKIEM, AKTOREM, MONODRAMISTĄ, PRZEWODNICZĄCYM RADY PROGRAMOWEJ PROGRAMOWEJ INSTYTUTU TEATRALNEGO, KTÓRY W SOBOTĘ I NIEDZIELĘ W TEATRZE WSCHODNIM BĘDZIE ŚWIĘTOWAŁ 15 LECIE TWÓRCZOŚCI W DZIEDZINIE MONODRAMU. PAN TADEUSZ OD PRZODU I OD TYŁU.

Źródło:

Dziennik Wschodni nr 42

Autor:

Waldemar Sulisz

Data publikacji oryginału:

16.10.2026

Sprawdź także