Tak naprawdę nie jestem aktorem. To zawód, którego broń Boże nie poniewieram, bo wszystko mu zawdzięczam - mówi MAREK KONDRAT.
Smakosz życia. Dotyka, próbuje i stara się zatrzymać piękno. W czasach pośpiechu i zaniku wartości Marek Kondrat szuka sensu świata i istoty trwania. Coraz częściej zajmuje się bardziej winem niż aktorstwem. Bo aktorstwo to rzecz ulotna, a wino jest wieczne. Czekałam na ten wywiad pół roku. Było warto. Zobaczyłam pięknego, dojrzałego i mądrego mężczyznę. Mężczyznę refleksyjnego, który fascynująco opowiada o swoim świecie. Bo potrafi się swym światem fascynować. Zabezpieczył już synów, ma pieniądze, stworzył restaurację, znalazł swoją pasję. Już wie, jak mężczyźni powinni traktować kobiety, wie, jak akceptować biegnące lata, wie, jak trudno się razem zestarzeć. Już wie, co w życiu jest najważniejsze. Marek Kondrat [na zdjęciu] jest jak wino: im starszy, tym lepszy. SAMOTNY BIAŁY ŻAGIEL GALA: Boi się pan starości? MAREK KONDRAT: Nie. I tak jest od zawsze. Jako dziecko starych rodziców już w dzieciństwie byłem tro