31.01.2011 Wersja do druku

Jestem człowiekiem na baterie

Z ADAMEM BAUMANNEM, aktorem Teatru Śląskiego w Katowicach, o tym, co czuje człowiek w obliczu świadomości utraty życia, o odzyskanej mądrości i rzucaniu palenia po 42 latach życia z nałogiem rozmawia Henryka Wach-Malicka z Polski Dziennika Zachodniego.

Ile razy "umierał" pan na scenie? - Nie liczyłem, parę razy na pewno. W moim ukochanym przedstawieniu, w "Amadeuszu" Petera Shaffera, umarłem zresztą tylko trochę, bo Salieriemu samobójstwo się nie udało i dokonał żywota w przytułku. Ze słynną kwestią: "Miernoty całego świata, rozgrzeszam was" na ustach. Życie jednak to nie teatr; w życiu umierał pan trzy razy... - Za to w ciągu jednej doby... Ale Bogu dzięki, też się panu nie udało. Siedzimy, rozmawiamy, właśnie skończył pan próbę do inscenizacji "Dziadów". Pamięta pan tamten dzień, kiedy świat nagle ściemniał przed oczami? - Pamiętam, dzień był piękny, słoneczny. 22 września 2009 roku. Ale udawał 1 maja, bo to było na planie filmu Rafała Kapelińskiego (pod roboczym tytułem "Konfident") i kręciliśmy akcję dziejącą się wiosną. Kamery stanęły w centrum Ciechocinka, czułem się świetnie. Pomyślałem nawet, że skoro bez specjalnych zgrzytów w organizmie skończy

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Jestem człowiekiem na baterie

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Dziennik Zachodni nr 23/29-30.01.

Autor:

Henryka Wach-Malicka

Data:

31.01.2011