W TYM przedstawieniu nie ma Truffaldina, Brighelli, Tartagli i Pantalone. Nie wychodzą przed kurtynę, nie witają publiczności, nie zabawiają się aktualnymi dowcipami. Chociaż przywykliśmy do tych postaci, w spektaklu Wojciecha Szulczyńskiego nie ma miejsca na arlekinadę, jaką tradycyjnie uprawiało się w Maurze, wystawiając baśnie Carla Gozziego. Wojciech Szulczyński scenariusz swego przedstuwienia "Turandot" oparł na kanwie owej fantastycznej baśni Gozziego, w której piękna i okrutna księżniczka Turandot, córka cesarza Chin, Altuma, wyjdzie za mąż jedynie za tego, który odgadnie trzy zadane przez nią zagadki. Konkurenci tracą głowy, ale nawet rząd ściętych głów nie odstrasza zakochanego Kalafa. Ale w tym przedstawieniu nie ma nic z pasteli, poetyckiej mgiełki, którą raz po raz rozbijają niewybrednymi często dowcipami i błazenadą postaci z teatru szczególnego, jakim była commedia dell'arte. W słupskim przedstawieniu mamy natomiast wyeskponow
Tytuł oryginalny
Jest Turandot!
Źródło:
Materiał nadesłany
Głos Pomorza nr 271