31.12.2010 Wersja do druku

Jeśli sylwester, to spontanicznie

- Kiedy zdawałem do szkoły teatralnej, byłem przekonany, że zostanę aktorem komediowym. Z takim szedłem nastawieniem i takie role dostawałem na początku - mówi PIOTR ADAMCZYK, aktor Teatru Współczesnego w Warszawie.

Z Piotrem Adamczykiem rozmawia Jan Bończa-Szabłowski Wyczuwa pan w sobie syndrom Piotrusia Pana? - Jeśli zostało mi coś z dziecięcej szczerości, emocjonalności, może nawet naiwności, to wcale się tego nie wstydzę. Myślę, że szczególnie w zawodzie aktora wrażliwość i ciekawość świata są bardzo pomocne. Co więcej, właśnie aktorom tę dziecięcość się wybacza. Pod warunkiem oczywiście, że nie przybiera ona formy groteskowej, bo wtedy mówimy o infantylizmie, a nie o to przecież chodzi. Okres dzieciństwa to także pewna beztroska, która już potem nigdy się nie powtórzy. - I czas marzeń, które jeśli możemy, spełniamy po latach i w ten sposób przedłużamy tę beztroskę. Wiele dziecięcych marzeń spełniam dzięki zawodowi, który uprawiam. Oczywiście, wojna na planie filmowym bardzo się różni się od walk na śmierć i życie o zdobycie trzepaka przy śmietniku, gdy miałem 10 lat. Mimo to, jako aktor z tą samą dziecięcą

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Jeśli sylwester, to spontanicznie

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 305 - TV magazyn

Autor:

Jan Bończa-Szabłowski

Data:

31.12.2010