Na scenie, w telewizji, w kinie dawała siebie samą w stopniu wyjątkowym, jej gra była emanacją wewnętrznej siły. Wcielała się w postać i z trudem wychodziła z wykreowanej i głęboko przeżytej sytuacji - o zmarłej aktorce, Magdzie Teresie Wójcik pisze Tadeusz Sobolewski w Gazecie Wyborczej.
''Dawno nie mieliśmy do czynienia w teatrze z takim zjawiskiem'' - pisał w 1976 roku Jarosław Iwaszkiewicz o Magdzie Teresie Wójcik w roli Joanny d'Arc w spektaklu Teatru Telewizji ''Joanna'' wyreżyserowanym przez jej męża, wybitnego operatora filmowego Jerzego Wójcika. - Prostota i szczerość tej aktorki, głębokie poczucie słowa, a jednocześnie wiara w prawdę odtwarzanej postaci wręcz wstrząsają". Na scenie, w telewizji, w kinie dawała siebie samą w stopniu wyjątkowym, jej gra była emanacją wewnętrznej siły. Wcielała się w postać i z trudem wychodziła z wykreowanej i głęboko przeżytej sytuacji. "Była jak drzewo, które jest rozedrgane i musi się długo uspokajać, wtedy dopiero przestaje drgać" - pisał o niej Jerzy Wójcik w książce "Labirynt światła". Może dlatego występowała stosunkowo rzadko, starannie dobierając role? Z wykształcenia była inżynierem metaloznawcą. Początkowo, w latach 60., była związana z warszawskim Teatrem A