13.07.2005 Wersja do druku

Jego śmierć nas poraziła!

To spod jego pióra wyszła postać organisty i grabarza ze Złotopolic, Antoniego Pereszczaki. Tej postaci aktor, ŻENIA PRIWIEZIENCEW, dał całego siebie - o zmarłym w ubiegłym tygodniu artyście pisze Grazyna Korzeniowska.

Eugeniusz Priwieziencew [na zdjęciu] zmarł na boreliozę. Śmierć przyszła nagle. A wszystkiemu winne kleszcze. Żenia nie żyje. Tak nazwali go wszyscy. Bliscy, przyjaciele, znajomi. Nazywał się Eugeniusz Priwieziencew. Miał 59 lat, żonę i czwórkę dzieci. - Za młody był jeszcze, by umierać. Wielka szkoda - mówi Jan Purzycki, scenarzysta serialu "Złotopolscy". To spod jego pióra wyszła postać organisty i grabarza ze Złotopolic, Antoniego Pereszczaki. Tej postaci aktor, Żenia Priwieziencew, dał całego siebie. Pokochali go telewidzowie. Gdy pojawiał się jako Antoni, w za małym kapeluszu i przyciasnym paletku, pełen pasji, nierzadko furii, był niepowtarzalny. - Często przerywaliśmy ujęcie, bo pękaliśmy ze śmiechu. To była genialna zabawa - mówi Bartłomiej Topa, grający Zenka Pereszczakę, bratanka Antoniego. - Myślę, że wymiar mojej postaci zawdzięczam właśnie jemu - dodaje skromnie. "Syberyjski" kleszcz Żeńka od lat walczył z boreli

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Szok, Jego śmierć nas poraziła!

Źródło:

Materiał nadesłany

Super Express on-line/12.07

Autor:

Grażyna Korzeniowska, opr. BS

Data:

13.07.2005

Tematy w toku