„Hate Haus” w choreografii Ramony Nagabczyńskiej Stowarzyszenia Córy Kultury, gościnnie w Białostockim Ośrodku Kultury. Pisze Justyna Białous.
Na scenie czeka na nas zwarta masa ciał. Z tej zbitej formy stopniowo wyłania się ruch – subtelny, niemal niezauważalny. Powtarzalność upewnia nas o jego nieprzypadkowości. Przez pancerz splecionych ciał przebijają się dłonie. Widzimy jak z wysiłkiem torują sobie drogę. Determinacja przynosi efekty. Nie wiemy, czyje nogi obserwujemy, czyja ręka wydobywa się z masy – nie ma to znaczenia. Wszystkie te elementy należą do kolektywu. Podmiotowość jednostek ustępuje miejsca wspólnocie. Zaczyna się proces zakładania czterech par butów przez cztery pary rąk. Szesnaście kończyn - to chwilę potrwa. Nieprzerwana niczym cisza wydłuża ten proces. Światło – stałe i jasne, obejmuje całą scenę. Jesteśmy zewnętrznymi obserwatorami tego, co pulsuje, tętni, przeobraża się.
Choreografka Ramona Nagabczyńska w spektaklu Hate Haus ponownie wraca do motywu “narodzin”. Tak jak w Błogo na symbolicznym gruncie buduje doświadczenie intelektualne, ale też wrażeniowe. Wraz z kolektywem Hertz Haus (Magdalena Kowala, Natalia Murawska, Joanna Woźna, Anna Zglenicka), Nagabczyńska ponownie odczłowiecza i dekonstruuje ciało tworząc hybrydę z czterech osób. W Błogo narodziny budziły niepokój i napięcie prowadzące do wrażenia zawieszenia w czasie. W Hate Haus autorki przeciągały stan “wykluwania się” do granic zniecierpliwienia ukazując powolny proces twórczy.
Masa się rozpada. Rozczłonkowanie kolektywnego tworu ujawnia odrębne tożsamości. Stylistyka kostiumów podkreśla różnorodność charakterów, a utrzymanie jednej tonacji kolorystycznej uspójnia grupę. Obserwujemy jak performerki dopasowują się do siebie próbując różnych konfiguracji. Za każdym razem z pewnym dyskomfortem i wysiłkiem ustawiają się w pozach i na chwilę zastygają. Ich twarze wyrażają skupienie, ale też mechaniczne znużenie. W końcu jedna z postaci przerywa tę serię. To nie było to.
Rozwiązaniem ma być wsłuchanie się w wewnętrzny głos kolektywu. Ponownie przechodzimy na inny poziom obserwacji. Towarzyszy temu sugestywna zmiana światła. Staje się ono bardziej przygaszone, punktowe, skupione na postaciach. Wraz z rozwojem akcji zmieniają się też jego barwy. Tu też słyszymy pierwsze dźwięki. Choreografia światła z muzyką nadaje mocno oniryczny, introspektywny charakter całości.
Wchodzimy z bohaterkami w intymny proces twórczy, opierający się na siostrzeństwie, wzajemnym wyczuwaniu i uważności w bliskości. Jesteśmy wewnątrz istoty tych relacji. Ich dynamizmu i kruchości. Poszukiwanie balansu wymaga dużego skupienia, wrażliwości. Performerki mają zamknięte oczy. Poruszają się ostrożnie będąc blisko siebie, wolne ruchy pozwalają na uniknięcie kolizji. Każda z nich wsłuchana w ciało koleżanki daje przestrzeń pozostałym na wykonanie pełnego zakresu ruchowego. Mimo, że brak tu synchronizacji, odczuwalna jest harmonia. W pewnym momencie wyłania się wspólna sekwencja, którą performatorki powtarzają indywidualnie, czasem łącząc się w pary.
Muzyka skomponowana przez Qbę Janickiego oddaje charakter choreografii, przyspiesza wraz z rozwojem wydarzeń. Doskonale używa ciszy. Co ważne, nie sugeruje nam, co mamy czuć, a raczej towarzyszy nam we współodczuwaniu. Od pojedynczych dźwięków wyjętych z azjatyckich filmów do zagęszczającej się linii melodycznej towarzyszącej intensyfikacji burzliwych relacji.
Czekamy na wypracowanie całej sekwencji choreograficznej przez wszystkie performerki, jednak coś się psuje. Chwila nieuwagi doprowadza do zaburzenia równowagi. Dochodzi do zupełnej desynchronizacji. Członkinie kolektywu walczą o siłę głosu, szukając jednocześnie aprobaty wśród pozostałych. Chaos wzrasta. W końcu bohaterki wyczerpane padają na podłogę. Kolejne zatrzymanie akcji. I kolejna sekwencja powolnego ruchu. Tym razem towarzyszy temu smutne pomrukiwanie tancerek. Dźwięki nakładają się na siebie, wzmacniają i szukają harmonii. Przypominają zawodzenie. Płaczliwa melodia zaczyna kontrastować z rozwijającym się ruchem performatorek, co wprawia w konsternację. Między członkiniami kolektywu zaczynają odgrywać się sceny walki i przemocy nawiązujące do filmów grozy. Spowolnienie gestów dodaje patosu przenosząc akcję do sfery sacrum. Na myśl przychodzą starotestamentowe sceny biblijne lub mitologiczne z obrazów Carravagia.
Pomrukiwanie trwa nadal, co dodaje dziwności całej scenie. Po jakimś czasie kolektywowi udaje się odkryć wspólną tonację, co pozwala zrozumieć pierwsze słowa. Skojarzenie usłyszanych zdań z tekstem kultury wywołuje uśmiech. Pomruk stopniowo przybiera kształt znanej melodii. Dziewczyny ostatecznie odnajdują wspólny głos w Alei gwiazd Zdzisławy Sośnickiej. Nić porozumienia zostaje ponownie zawiązana. Napięcie sceny zostaje przełamane mocnym nawiązaniem do popkultury. Trudno nie odnieść się ponownie do Błogo, w którym Ramona Nagabczyńska kończy performans triumfując niczym grecka bogini w takt Like a prayer Madonny.
Hertz Haus i Nagabczyńska nie dają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy kolektywność może być rozwiązaniem na nadużycia w środowisku twórczym. Z całą pewnością wychodząc ze zhierarchizowanego społeczeństwa opartego na rywalizacji konieczna jest zmiana myślenia o współpracy. Warta uwagi w tym temacie jest koncepcja współmyślenia zakładająca (powtarzając za Anną Majewską zajmującą się tematem zarówno w teorii, jak i praktyce, w ramach Warszawskiego Obserwatorium Kultury), że wiedza powstaje w relacjach, a każda myśl jest efektem zderzenia odmiennych perspektyw. Relacje zawsze są pełne napięć, niedopowiedzeń lub co gorsza - błędnych dopowiedzeń, ale w złożoności tej tkwi możliwość budowania czegoś nowego. Konflikt może być traktowany nie jako zagrożenie, a szansa zmiany na lepsze.
Tytuł: Hate Haus
Choreografia: Ramona Nagabczyńska
Wykonanie: Magdalena Kowala, Natalia Murawska, Joanna Woźna, Anna Zglenicka
Muzyka: Qba Janicki
Reżyseria oświetlenia: Jędrzej Jęcikowski
Produkcja: Stowarzyszenie Córy Kultury
Producentka: Agnieszka Czichy
Współpraca produkcyjna: Centrum w Ruchu, Fundacja Burdąg, Gdański Teatr Szekspirowski, Aste
Premiera: 17.11.2024 | Gdański Teatr Szekspirowski
pokaz: Białostocki Ośrodek Kultury, 15 marca 2025