Przedstawienia "mistrzów" - Lupy, Warlikowskiego, Klaty. Ale też wysyp ciekawych propozycji startujących reżyserów: Krzysztofa Garbaczewskiego, Szymona Kaczmarka, Radka Rychcika, Barbary Wysockiej... - miniony sezon ocenia Marcin Kościelniak w Tygodniku Powszechnym.
Kilkanaście godzin i kilkaset wyrazów na skomentowanie kilkumiesięcznej pracy całego zespołu ludzi. Pół biedy, jeśli spektakl jest słaby. Ale są przecież przedstawienia, które rosną w głowie jeszcze długo po obejrzeniu: nie sposób ich ogarnąć, co chwila wymykają się, atakują z innej strony. Do tego zmęczenie, bo sobotnia premiera była w Warszawie, Wrocławiu, Wałbrzychu, wracało się całą noc, w pociągu, w autobusie, półdrzemiąc - więc niedzielne pisanie idzie opornie. Moment, kiedy w poniedziałkowe przedpołudnie recenzja wędruje do redakcji, a stamtąd do druku, to nierzadko dopiero początek spotkania z przedstawieniem - na pewno zbyt wcześnie na tezy i myśli, które trzeba zaryzykować. Pisanie recenzji teatralnych rzadko przynosi satysfakcję, dużo częściej poczucie niedosytu; zawsze obawę, by strzał nie był krzywdzący. Oglądanie świetnego spektaklu po raz drugi, jakiś czas po premierze, sprawia dwuznaczną przyjemność, bo spektakl d