24.04.2013 Wersja do druku

Jak ukraść dziewięć "Ibsenów"

W polskim teatrze długo panował terror specyficznie pojmowanej uczciwości. Dramat klasyczny ma docierać do widza naguśki, taki, jakim go pan autor stworzył. Jeśli koniecznie już trzeba mu pośredników (choćby tłumacza), mają oni się zachowywać dyskretnie i skromnie, polować na ducha dzieła, jednocześnie ustępując mu drogi pisze - Joanna Derkaczew dla e-teatru.

Inaczej skandal, uzurpacja i łapaj złodzieja "prawdy o Czechowie, Goethem, Sofoklesie". Wiele postdramatycznej wody zdążyło upłynąć od czasów wojny z "gwałcicielami klasyków", ale adaptacja do dziś nie przestała być obiektem podejrzanym, zbyt frywolne tłumaczenie - takoż. Wedle tej spiskowej logiki nieobecna gwiazda zakończonego właśnie szczecińskiego festiwalu Kontrapunkt, Frank McGuinness (w programie znalazła się premiera jego sztuki i prezentacja antologii dramatów) to bandyta i łotr. Irlandczyk McGuinness słynie w angielskojęzycznym teatrze nie tylko jako dramatopisarz, ale głównie jako autor "wersji". Na swoim koncie ma nie tylko teksty jak "Greta Garbo przyjechała" czy "Ktoś, kto będzie nade mną czuwał", ale też "Wujaszka Wanię", "Yermę", "Heddę Gabler", "Elektrę", "Operę za trzy grosze". W sumie dziewięć "Ibsenów", dwóch Czechowów (w tym wersję "Trzech sióstr" przygotowaną specjalnie dla sióstr Cusack), dwóch Brachtów, cztere

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Joanna Derkaczew

Data:

24.04.2013

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe