Logo
4.02.2019 Wersja do druku

Jak długo jeszcze oglądać będziemy na siłę uwspółcześnianą klasykę?

Wciąż zadaję sobie pytanie, jaki mają cel dzisiejsi reżyserzy, przerabiając na siłę dzieła klasyków, które przetrwały wieki, a nazwiska ich autorów stały się nieśmiertelne? - pisze dla e-teatru Witold Sadowy.

Komu chcą udowodnić, że są lepsi od nich?! Manipulując oryginalnym tekstem, przekazują widowni niezrozumiałe dziwolągi. Zawarta w nich myśl autora nie istnieje. Skoro uważają się za lepszych, niech piszą własne sztuki. Klasykę, jako ramotę, niech zostawią w spokoju. Mając w tej chwili 99 lat, nadal mam znakomitą pamięć. Umysł mój funkcjonuje fantastycznie. Wiem, co dzieje się w kulturze. Spotkać mnie można na wszystkich niemal premierach. Ubolewam nad tym, że rzadko udaje mi się obejrzeć dobry teatr i dobre przedstawienie. Mamy mnóstwo utalentowanych aktorów. Tylko co z tego? Większość przedstawień to bulwarowe sztuczki dla niewybrednej publiczności. W teatrach dramatycznych nachalne przeróbki klasyków. Do dobrych i ciekawych w tej chwili przedstawień, godnych polecenia, należą "Tchnienie"[na zdjęciu] Duncana Macmillana w reżyserii Grzegorza Małeckiego i "Kilka dziewczyn" Neila La Bute'a w reżyserii Bożeny Suchockiej w Teatrze Narodowym ora

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Data:

04.02.2019