14.11.2016 Wersja do druku

Jak było w Kato

XVIII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" w Katowicach. Pisze Maciej Stroiński.

"Podopieczni" nie wygrali Interpretacji tylko w pewnym sensie. Bo w pewnym wygrali, jeszcze przed konkursem, poza konkursem, jako "spektakl mistrzowski". Może chodziło o to, że nie mieli z czym przegrać? Piszę to wbrew sobie, bo jestem podwójnym antyfanem tego przedstawienia: i jego, i w ogóle Elfriede Jelinek. Czyżby to była zasługa tłumaczki, że tekst się rozłazi i już w trzecim zdaniu jest coś o jakieś "świętej krainie", chociaż chodzi raczej o konkretną "ziemię świętą". W całości widziałem "Podopiecznych" tylko dwa razy, a tak to chodzę na pierwszą godzinę, która jest jeszcze spoko. Ja wiem, że reszta to ŚWIADOMA rzeźnia, ale co z tego, jak mnie męczy, to męczy, i nie dam sobie wytłumaczyć. Dzieło z gatunku "j'accuse!", ten najbanalniejszy chłodny oskarżanizm, za który Jelinek dostała Nobla w zastępstwie Bernharda. Ciężko ugryźć to estetycznie, bo spektakl nie chce być "dobry" - chce być WAŻNY. A teraz Wam powiem, jak jest. Naj

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Jak było w Kato

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Autor:

Maciej Stroiński

Data:

14.11.2016