"Hamlet" w reż. Olivera Frljicia z Zagreb Youth Theatre na XXI Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku. Pisze Maciej Stroiński w Przekroju.
Z Szekspirem jest jak z siedzeniem w Charlotte: trzeba to robić. Tym bardziej cenię twórców jak Lupa czy Strzępka, którzy dali sobie spokój i się na Szekspira nie lansowali (bo umówmy się, "Szeks show presents Yorick, czyli spowiedź błazna" to z jej okresu "lampucerskiego" i tekst napisał Andrzej Żurowski). Choć to może słaby przykład, bo się potem zacięli na innym, ale jednym autorze: ona na Demirskim, a on na Bernhardzie. "Hamlet" Frljicia pokazany w Gdańsku na Festiwalu Szekspirowskim to klasyczne wystawienie w stylu "Co? Ja Szekspira nie wystawię?". Czyli wiecie, tak zwane pomysły. Gertruda gra Ofelię, Hamlet jej mówi, żeby poszła do burdelu, po czym ją zabija, po czym ona zabija jego. A mowa Klaudiusza na śmierć ojca Hamleta okazuje się jak znalazł na śmierć Hamleta syna (jak te "resztki pieczeni ze stypy podane gościom weselnym na zimno"). Już w "Klątwie" przyuważyłem, że Frljić ma najbanalniejszy sposób na nastrój: tak zwany podk�