06.12.2011 Wersja do druku

Istny cyrk

Telawiwska inscenizacja zatraca charakterystyczne dla tekstów Levina napięcie pomiędzy dowcipem a kryjącym się pod nim egzystencjalnym odrętwieniem - o spektaklu "Moris Szimel" w reż. Yael Ronen z Teatru Habima z Tel Awiwu prezentowanym na Spotkaniach Teatrów Narodowych w Warszawie pisze Anna Diduch z Nowej Siły Krytycznej.

Hanocha Levina można cenić za wiele rzeczy: za język, za dowcipne łączenie absurdu z groteską i powagą, za opowiadanie bez patosu o ludzkiej samotności. Ja najbardziej cenię go za umiejętność łączenia uniwersalnych tematów z lokalnym krajobrazem społecznym. Bohaterowie dramatów Levina - zwykli, nieszczęśliwi ludzie z małych miasteczek - są na wskroś izraelscy i telawiwscy. Ich problemy mogą być jednak odbierane całkowicie ponadkulturowo. W Polsce można już chyba mówić o modzie na Levina. Zainteresowanie jego dramatami przekłada się na wciąż rosnącą liczbę przedstawień opartych na tekstach jego autorstwa. "Zimowe ceremonie" w Toruniu, "Kaskada" w Łodzi, "Szyc" w Warszawie - to tytuły z ostatnich kilku miesięcy. Wszystkie te spektakle łączy próba refleksji nad ludzką egzystencją, samotnością, poczuciem zmarnowanych szans albo śmiercią. To typowe problemy sztuk Levina. Sztuk, które wypełniają precyzyjne dialogi, osadzone w prostych scen

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Anna Diduch

Data:

06.12.2011

Tematy w toku

Festiwale