Krakowskie przedstawień Krzeseł było od początku do końca jednym wielkim nieporozumieniem i nie napisałbym o nim ani słowa, gdyby nie Flaszen. Jeśli Flaszen zawierzył krakowskim Krzesłom i z miejsca wykoncypował całą teorię pesymizmu Ionesco, nieporozumienie jest widać fundamentem. Zaczęło się ono zresztą, dużo dawniej, chyba jeszcze przed rokiem, kiedy Błoński, bodaj że w "Twórczości" ogłosił pierwszy u nas. ale za to bardzo myślący artykulik o nowej francuskiej awangardzie teatralnej. I odtąd jak za panią matką pacierz jednym tchem, przy każdej sposobności i bez zająknienia wymieniano u nas te trzy nazwiska: Beckett, Ionesco, Adamov. Pierwszego poznaliśmy Becketta, i to wcale dobrze. Godot trafił na swój moment, stał się niespodziewanie w Polsce sztuką dla młodzieży, nagle się zaktualizował i chwycił swoim pytaniem: czekać czy nie czekać? I swoją odpowiedzią: tak, wszystko jedno, Godot nie przyjdzie. Raz tylko przyszedł: w Krakowie,
Tytuł oryginalny
Ionesco i nieporozumienie krakowskie
Źródło:
Materiał nadesłany
Przegląd Kulturalny nr 35