04.02.2008 Wersja do druku

Inscenizacja historyczno-kryminalna

Niby wszystko jest na miejscu, tam gdzie powinno być, nie czujemy jednak przypraw, co sprawia, że konsumujemy dość mdłą potrawę - o "Marii Stuart" w reż. Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze im. Horzycy w Toruniu pisze Borough of Islington z Nowej Siły Krytycznej.

Napisany w 1800 r. dramat Fryderyka Schillera nie był wystawiany na deskach polskich teatrów przez 30 lat. W Toruniu postanowiono odkopać klasyczne dzieło, przetłumaczyć je na nowo (dokonał tego Jacek St. Buras) i wyreżyserować "na współcześnie". Przynajmniej takie były założenia. Grzegorz Wiśniewski musiał zmierzyć się z dziełem nafaszerowanym niemieckim sentymentalizmem, od którego ucieczka była dla niego chyba najważniejszym zadaniem. Dlatego spektakl to przede wszystkim obraz "robienia" polityki, to akt, w którym od emocji ważniejsza jest chłodna kalkulacja podparta knowaniami. Koncert intryg i spisków przypomniał mi stare słowa Otto Von Bismarcka, który stwierdził kiedyś, że "ludzie nie powinni wiedzieć, jak robi się politykę i kiełbasę." Wzmocnienie przez Wiśniewskiego aspektu politycznego spektaklu nie pozbawia go całkowicie płaszczyzny sensualnej. Świat decydentów i ludzi władzy wyznaje jednak zasadę, która pozwala na używanie prz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Borough of Islington

Data:

04.02.2008

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe