Logo
8.01.1955 Wersja do druku

Imieniny pana dyrektora

Do miasteczka przyjechał rewizor. Ten fakt równie zabawny, co w "Rewizorze" wyczerpuje jednak analogie między "Imieninami", a kapitalną komedią Gogola. A nawet w pew­nym sensie uwypukla różnicę między obu sztukami, podkreśla usterki kom­pozycyjne farsy Skowrońskiego i Słotwińskiego. Komiczne "qui pro quo" sta­nowi tu nie punkt wyjścia dla dalszej akcji, czy dalszych nieporozumień, lecz jest punktem kulminacyjnym sztuki. Kacyk jest już zdemaskowany, a przed publicznością dostatecznie ośmieszony i z góry wiadomo jaki los go w końcu spotka. To, że musimy czekać na finał jeszcze półtora aktu usprawiedliwiają dalsze perypetie nie dyrektora Puchalskiego, a raczej wątek miłosny i kwe­stia, jak ten wątek zostanie rozwikła­ny. Lecz pierwsza część sztuki bawi nas świetnie swym humorem i prawdziwie satyrycznym zacięciem. Bo "Imieniny pana dyrektora", to przede wszystkim satyra, godząca w różnego rodzaju "dygnitarzy" i sobiepanów, wyszydza­jąca bezl

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Imieniny pana dyrektora

Źródło:

Materiał nadesłany

"Gazeta Pomorska"

Autor:

Wojciech Lesiewski

Data:

08.01.1955

Realizacje repertuarowe