Na marazm i brak perspektyw, zwątpienie i desperację, jedną z recept jest marzenie. Zwłaszcza gdy wbrew rozumowym przesłankom spróbujemy je ucieleśnić. Cóż stąd, że nie mamy armat? Mamy wyobraźnię, dzięki której pożeglujemy w świat, choćby na biegun. Taki zapewne zamysł przyświecał autorowi sztuki "Zdobycie bieguna południowego", wystawionej na małej scenie Teatru Powszechnego. Manfred Karge, mieszkaniec Berlina, adresuje ją do młodych całego świata, którzy w nowej, drapieżnej rzeczywistości nie znajdują dla siebie miejsca. Nawet jeśli lina ratunkowa, rzucona przyjaciołom przez jednego z nich, pochwycona jest z nie do końca przekonywającą łatwością, tę licentię poetica wybaczmy autorowi. Cała reszta wciąga nie tylko bohaterów, ale także nas, widzów. Raz uruchomiona wyobraźnia porusza lawinę wzruszeń, pomysłów, nadziei. Czym dalej zabrniemy w naszym pięknym śnie, tym bardziej gorzkie jest przebudzenie. Ten kto obudzi się pierwszy
Źródło:
Materiał nadesłany
Gość niedzielny, nr 48