28.10.2005 Wersja do druku

"Idziemy na wielkie przedstawienie"

- Był zawsze elitarny, z czego zdawał sobie sprawę, ale, jak każdy artysta, chciał być uwielbiany i doceniany przez wszystkich. Mimo to nigdy nie poszedł na kompromis ani z publicznością, ani z krytyką. Z pełną świadomością płacił za to wysoką cenę - o JERZYM GRZEGORZEWSKIM mówi Wiesława Niemyska, aktorka Teatru Narodowego.

Michał Smolis: W jakich okolicznościach poznałaś Jerzego Grzegorzewskiego? Wiesława Niemyska: W 1964 roku reżyserował w warszawskiej szkole teatralnej przedstawienie Niejaki Piórko według opowiadań Henri Michaux, w którym występowałam. To była nasza pierwsza wspólna praca. Graliśmy ten spektakl przy aplauzie studentów Akademii Muzycznej, Akademii Sztuk Pięknych i innych uczelni artystycznych. Przychodzili oni wielokrotnie i umierali ze śmiechu. Pod koniec życia Grzegorzewski chciał jeszcze raz wyreżyserować Niejakiego Piórkę. Jak osoba młodego, początkującego artysty - Jerzego Grzegorzewskiego była odbierana przez studentów i wykładowców w szkole teatralnej? Wyraźnie różniło się postrzeganie pana Jerzego przez studentów a grono profesorskie. Niektórzy wykładowcy bardzo go lubili, jak Rysia Hanin czy Erwin Axer, ale nie traktowali chyba zbyt poważnie. Uważali, że Jurek był zbyt nieśmiały, za delikatny, żeby sobie poradzić w zawodzie, kt

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

"Idziemy na wielkie przedstawienie"

Źródło:

Materiał nadesłany

Teatr nr 7/8

Autor:

Michał Smolis

Data:

28.10.2005

Wątki tematyczne