Logo
20.02.2012 Wersja do druku

I wężykiem, Jasiu, wężykiem

- Pasja sprawia, że dzień po dniu jeszcze się chce. Ale równie ważne jest szczęście, a ja go miałem wiele. Spotkałem na swojej drodze wspaniałych starszych kolegów, którzy ciągle mi coś podpowiadali, radzili, pokazywali. Był Władysław Hańcza, Tadeusz Fijewski, Jan Kreczmar. Spłacam ten dług przez ostatnie lata, podpowiadając młodszym - mówi JAN KOBUSZEWSKI, aktor Teatru Kwadrat w Warszawie.

55 lat na scenie to piękny okres... Niedawno obchodził pan jubileusz. Niejeden debiutant nawet marzyć nie śmie o tak długiej karierze. Jak się panu udało wytrwać w zawodzie tyle czasu? - Potrzebna jest do tego przede wszystkim pasja, bo to ona sprawia, że dzień po dniu jeszcze się chce. Ale równie ważne jest szczęście, a ja go miałem wiele. Spotkałem na swojej drodze wspaniałych starszych kolegów, którzy ciągle mi coś podpowiadali, radzili, pokazywali. Był Władysław Hańcza, Tadeusz Fijewski, Jan Kreczmar. Spłacam ten dług przez ostatnie lata, podpowiadając młodszym. Robię to z przyjemnością, gdy przychodzą i proszą o radę. Jak nie proszą, to też im mówię, co myślę... (śmiech). I ci młodsi chętnie słuchają? - W 95 procentach tak, a na tę resztę się nie obrażam. Nie chwaląc się - ci, co słuchają, dobrze na tym wychodzą... Łatwego zadania nie mają, bo konkurencja jest duża, a za rogiem czają się paparazzi. A gdyby pan miał

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

I wężykiem, Jasiu, wężykiem

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Trybuna Opolska nr 41/18.02

Autor:

Katarzyna Kownacka

Data:

20.02.2012