Lekcja śpiewu w zakładzie poprawczym. Dziewczęta mają same zaproponować piosenkę, którą chcą śpiewać. Śpiewają więc co wybrały: "W cichej celi i ponurej, gdzie nie dochodzi słońca blask...". ślicznie - mówi nauczyciel. Bardzo ładna piosenka. Ale byłaby jeszcze ładniejsza gdyby ją troszkę poprawić. I nauczyciel "sugeruje" zmiany: zamiast "ponurej" pasowałoby słowo "wesołej"... Wreszcie dziewczyny w innym już, wesołym rytmie śpiewają: "W cichej celi i wesołej, gdzie dochodzi słońca blask..." Nauczyciel jest zachwycony. Dziewczęta same przecież wybrały taką dobrą piosenkę.
Ta scena wyjaśnia chyba wyraźnie przesłanie "KOPCIUCHA" Janusza Głowackiego. Sztuki, którą dziś odczytać można jako rzecz o niedopuszczalnej manipulacji stawiającej człowieka w roli przedmiotu. W zakładzie poprawczym powstaje film dokumentalny, który na kanwie granej przez dziewczęta bajki "Kopciuszek" ma - jak mówi reżyser, bohater sztuki - "postawić społeczeństwu kilka pytań, oskarżyć. Jak to jest możliwe, żeby te młode dziewczęta ... nasze dzieci znalazły się tutaj". Reżysera interesuje efekt artystyczny. Film może widzem wstrząsnąć, jeśli będzie prawdziwy. Ale prawdę modna osiągnąć tylko bezceremonialne naruszając sferę prywatności występujących w filmie dziewcząt. Kopciuszek z bajki - dziewczyna najbardziej wrażliwa i inteligentna - nie chce się poddać. Reżyserowi pomaga nauczyciel, zastępca dyrektora (niepotrzebnie chyba autor i reżyser tak mocno akcentują symptomy choroby psychicznej tego małego autokraty). Jeśl