Jest to debiut z ambicjami. Nora Szczepańska montując swoje "Kucharki" zdecydowała się sięgnąć po watki z "Antygony", "Hamleta" i "Czekając na Godota", nie wahała się posłużyć kwestiami i sytuacjami pierwowzorów, odważyła dodać własny drugi plan, a co więcej - pozmieniała mity, wyśmiała historię, obnażyła beznadziejność programowego pesymizmu. Wszystko to zresztą nie wzbudza sprzeciwu, jest nam i znane, i nawet bliskie, pod warunkiem jednak, że do czegoś prowadzi. Julian Przyboś w programie spektaklu słusznie przestrzega przed doszukiwaniem się głębi i filozofii "Kucharek", przed snuciem wniosków moralnych, społecznych, egzystencjalnych. Cóż więc pozostaje? Można, oczywiście, uznać za doskonały pomysł - ukazywanie historii od strony kuchni, cieszyć się, gdy wielki Kreon wygłasza perorę o władzy ogryzając kapłona, a Hamlet wyciąga z beczki kiszonej, kapusty Ofelię i to w momencie, gdy zabił jej ojca, można uznawać ironię autork
Tytuł oryginalny
Historia od kuchni
Źródło:
Materiał nadesłany
Życie Warszawy nr 89