"Szczęśliwe dni" w reż. Lei Maleni w Teatrze Nowym w Poznaniu. Pisze Michał Gradowski w Gazecie Wyborczej - Poznań.
"Szczęśliwe dni", najnowsza premiera Teatru Nowego, to rwany monolog. Zza zasłony prozaicznych czynności wyłania się egzystencjalna agonia. Ale nie tak łatwo tę zasłonę odsunąć. Pustynne odludzie, krajobraz księżycowy. Cisza przerywana zgrzytami, przesterowaniem sprzętu. W piaskowym kopcu miniaturowa kamienna studnia. W środku schowana po pas Winnie. Kolejny poranek zaczyna od umycia zębów. W planie dnia inne przyziemne czynności. Ciągle jest coś do zrobienia. Za nią w wykopanej dziurze Willie. Dzięki niemu ciągle jest coś do powiedzenia. "Szczęśliwe dni" Samuela Becketta w reż. Cypryjki Lei Maleni tak jak pierwowzór nie mają fabuły. To trwający półtorej godziny monolog Winnie (Antonina Choroszy) - osobisty i uniwersalny, kwaśny i gorzki, depresyjny i pokrzepiający. Istotą tego dramatu są huśtawki nastrojów osadzonej w absurdalnej sytuacji kobiety. Huśtawki jak najbardziej zrozumiałej, bo "w tej postaci splatają się dziesiątki różnych