01.07.1977 Wersja do druku

Henryk Tomaszewski: "To niezastąpiony analizator ruchu..."

Na czym, Pana zdaniem, polega fenomen fotografii - w cywilizacji, kulturze, sztuce? Co wniosła istotnego? Na ile zmieniła nasze rozumienie świata i ogląd rzeczywistości? Na który jej walor kładzie Pan główny akcent we własnej pracy, twórczości, refleksji intelektualnej? - z tymi pytaniami zwróciłem się do wybitnych przedstawicieli naszej kultury: twórców, krytyków i teoretyków sztuki, publicystów.

H.T.: Fotografia, tak jak ja ją rozumiem, zawsze już chyba będzie kojarzyć mi się z dziełem Muybridge'a. J.O.: Edwarda Muybridge'a, słynnego pioniera chronofotografii, który wynalazł ją by rozstrzygnąć zakład dwóch gentlemanów spierających się o to, czy w galopie konia jest taki moment kiedy ma on wszystkie kopyta w powietrzu, czy też zawsze jednym dotyka podłoża? H.T.: Właśnie. O niego mi chodzi. A ściślej mówiąc o jego fundamentalną, także dla moich poczynań, pracę, którą w setkach wariantów wykonał pod koniec ubiegłego wieku. J.O.: Chodzi zapewne o znane cykle zdjęć poruszających się ludzi i zwierząt wykonywanych w odstępach ułamków sekundy, które Muybridge robił w Stanach Zjednoczonych począwszy od 1878 r., a które następnie wydał w dziewięciu tomach "Animal Locomotion, an Electro-Photographie Investigation of Consecutive Phases of Animal Movement". H.T.: Tak, o nie. Z tym, że mnie interesował wyłącznie ruch człowieka. Za

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Henryk Tomaszewski: "To niezastąpiony analizator ruchu..."

Źródło:

Materiał nadesłany

Nurt nr 7

Autor:

rozm. Jerzy Olek

Data:

01.07.1977