"Halka" w reż. Waldemara Zawodzińskiego w Operze Krakowskiej w Krakowie i "Halka" w reż. Natalii Korczakowskiej w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie. Pisze Joanna Targoń w Dwutygodniku. Strona Kultury.
Oba przedstawienia były, przynajmniej w zamyśle, ambitne. Żadnej cepelii i staroświeckiego realizmu. "Halka" - opera narodowa, czyli obowiązkowa i prowincjonalna - miała odzyskać blask, stać się dziełem współczesnym, uniwersalnym, fascynującym Dwie "Halki", tydzień po tygodniu, i to bez żadnej rocznicy - to się nie zdarza często. W Krakowie postawiono na doświadczoną ekipę - reżysera i scenografa Waldemara Zawodzińskiego, Łukasza Borowicza jako kierownika muzycznego, Janinę Niesobską - choreografkę. Atrakcją miał być Mariusz Kwiecień w roli Janusza (niestety rozchorował się i zdołał zaśpiewać tylko pierwszy akt pierwszej premiery). W Warszawie najjaśniejszą gwiazdą był dyrygent Marc Minkowski, co zapowiadało wydarzenie, a także dowodziło, że dyrekcja narodowej sceny dołożyła wszelkich starań, by "Halka" zabrzmiała jak najlepiej, a może i rewolucyjnie. Za sceniczną interpretację odpowiadali młodzi realizatorzy: Natalia Korczakow